Byłam dziś u Babci i Dziadka. Dziadziuś mocno schudł. To był zawsze okaz zdrowia. A dzisiaj rzuciły mi się w oczy jego bardzo chudziutkie nogi. Siedział tam, gdzie zwykle, na sofie tuż przy wejściu do dużego pokoju. I niby niewiele się zmieniło - meble, dywan, tapeta, lampka nocna - wszystko na swoim miejscu. Nawet telewizor - jak zwykle głośno. Tylko ten Dziadek... taki słaby. Nie był smutny. Powiedział jedynie, że nie może spać. "Nie przejmuj się, dziadziuś. Ja też ostatnio kiepsko sypiam" - odparłam. Na co On, że nie śpi, bo tak bardzo bolą go nogi, że tabletki działają na chwilę. Że On to by nawet mógł przeleżeć całą noc, byle tak nie bolało.
Dzięki bogu mój Dziadek chodzi. Codziennie idzie sobie na zakupy. Nawet nie wiem, czy na ryneczek, czy może gdzieś bliżej. Chodzi do lekarzy, do apteki. Trudno powiedzieć, jak on to robi, jak daje radę, mimo bólu. Ale nie chodzi już z Babcią moją ukochaną do lasu, na te ich jeszcze do niedawna codzienne spacery. Babcia nie była na dworze od dwóch tygodni, bo tak bardzo boli ją krzyż. Wyobrażam sobie tylko, jak tęskni za lasem na Błoniu. Te spacery były dla nich integralną częścią życia. Bez względu na pogodę, wsiadali w autobus przy ul. Bielickiej, jechali do samego końca i na pętli przy ul. Okrzei zaczynał się ich spacer. Szli sobie przez park, później przez tory i docierali do lasu. Znali większość tamtejszych ścieżek. Wręcz uwielbiali, gdy im towarzyszyłam. Z taką radością opowiadali mi o lesie: "Tu znaleźliśmy ostatnio mnóstwo grzybów", "O, a tu był ten mały kotek", "A ile tam pająków było".
Babcia zawsze zabierała dla mnie drożdżówkę, Dziadziuś parasol.
Dziś dotarło do mnie, że Oni już tego nie mają, że to się skończyło. Tylko ja za bardzo nie rozumiem, dlaczego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz