Odkąd pamiętam, jedną z moich największych potrzeb była, jest i pewnie, posiłkując się banałem - będzie stabilizacja. Potrzebuję też czuć się bezpiecznie i spokojnie. Chciałabym, aby mój dom był dla mnie azylem, schronieniem. Chciałabym, aby moje życie wyglądało ZUPEŁNIE inaczej niż życie moich rodziców.
;(
niedziela, 17 maja 2015
wtorek, 5 maja 2015
...
Szukam odpowiedzi na pytanie, co jeśli nie dziennikarstwo. Bo to już na pewno nie. Z niemałym wzruszeniem wspominam swoje początki, ponieważ chyba tylko wtedy - sześć lat temu, czułam swoją dziennikarską, nazwijmy to, misję. Uważnie obserwowałam miasto, jego mankamenty, potrzeby, bolączki. Lubiłam też, gdy do redakcji dzwonili, czy, rzadziej, pisali czytelnicy z prośbą o interwencję, co postrzegałam, jako prośbę o pomoc. Tak kiedyś odbierałam dziennikarstwo - czułam, że mogę pomóc. I nawet nie wiem kiedy to "mogę" przeszło w "muszę". A gdy w grę wchodzi "muszę", zaczynam się wycofywać.
Być może to polityka redakcji, w której zaczynałam, być może - środowisko, być może - po prostu ja i fakt, że nie pasuję do dziennikarstwa, ponieważ wymaga ono sporej odwagi (oczywiście nie wtedy, gdy trzeba pisać zwykłe komunikaty, najczęściej dziś kopiowane przez dziennikarzy z notatek prasowych), odporności na stres i poświęcenia.
Z tym poświęceniem nie byłoby pewnie problemu, gdyby w ślad za nim szły rezultaty. Taką mam egoistyczną potrzebę - jeśli daję z siebie więcej, oczekuję rezultatów. Gdy ich nie ma, zwalniam tempo, ale jeszcze nie tracę nadziei, że któregoś dnia poczuję sens swojego poświęcenia. Gdy nie dostrzegam tego sensu, zwyczajnie się wycofuję.
I właśnie wtedy pojawia się oczywiste pytanie - co dalej. A że kreatywność nie jest moją mocną stroną, zaś zadaniowość wkurwia mnie w takich sytuacjach, zatrzymuję się na pytaniu.
Być może to polityka redakcji, w której zaczynałam, być może - środowisko, być może - po prostu ja i fakt, że nie pasuję do dziennikarstwa, ponieważ wymaga ono sporej odwagi (oczywiście nie wtedy, gdy trzeba pisać zwykłe komunikaty, najczęściej dziś kopiowane przez dziennikarzy z notatek prasowych), odporności na stres i poświęcenia.
Z tym poświęceniem nie byłoby pewnie problemu, gdyby w ślad za nim szły rezultaty. Taką mam egoistyczną potrzebę - jeśli daję z siebie więcej, oczekuję rezultatów. Gdy ich nie ma, zwalniam tempo, ale jeszcze nie tracę nadziei, że któregoś dnia poczuję sens swojego poświęcenia. Gdy nie dostrzegam tego sensu, zwyczajnie się wycofuję.
I właśnie wtedy pojawia się oczywiste pytanie - co dalej. A że kreatywność nie jest moją mocną stroną, zaś zadaniowość wkurwia mnie w takich sytuacjach, zatrzymuję się na pytaniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)