Wczoraj zaliczyłam pierwsze w życiu 10 kilometrów biegu bez przerwy. Wygląda na to, że człowiek nie zna swoich możliwości, nie docenia ich, zakładając z góry, że się nie uda. Ale przychodzi taki moment, gdy bez (niepotrzebnej) presji, z myślą "Ok, spróbuję. Jak się nie uda, to nic, zrobię tyle, ile potrafię", niemożliwe staje się możliwe.
I tak właśnie wczoraj, na mniej więcej szóstym (?) kilometrze, poczułam się JAK NIE JA. Bo moje ciało zrobiło w konia głowę :) I bardzo, bardzo dobrze! Niech głowa sobie nie myśli, że będzie dyktować warunki!
niedziela, 23 listopada 2014
piątek, 21 listopada 2014
...
Mam fazę, mam niebywałą dotąd fazę na pieczenie. Co ciekawe - wychodzi mi naprawdę całkiem nieźle. Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę piekła bułki maślane czy drożdżowe albo muffinki, popukałabym się w czoło i rzuciła jakiś okraszony przekleństwem żarcik.
A tymczasem - MUFFINKI jogurtowe z kawałkami gorzkiej czekolady
BUŁECZKI drożdżowe na miodzie z dodatkiem otrębów pszennych
wtorek, 11 listopada 2014
...
Historyczna chwila w moim życiu - w poniedziałek przebiegłam bez przerwy siedem kilometrów. A dokładniej 7,25 km. Po takim biegu trudno o uczucie inne niż wielkie zaskoczenie, duma, szczęście, podziw - dla siebie samej :)
czwartek, 23 października 2014
...
Nie oswoiłam się jeszcze ze świętem zmarłych, czy tam wszystkich świętych. I dlatego na samą myśl o 1 listopada ogarnia mnie niepokój, bo tak: wszędzie tłumy, szelest worków foliowych, niewyciszone telefony komórkowe i związane z tym rozmowy nad grobami, zapewne deszcz, wiatr, błoto. Na dodatek w tym roku po raz pierwszy "z okazji" 1 listopada wspominać będę również moją Ukochaną Babcię. Zatem znowu ten cholerny pierwszy raz, przez który tak heroicznie (myślę, że mogę użyć tego przysłówka) przechodziłam po śmierci Taty.
No i smutek. Generalnie smutno będzie, choćby nie wiem co. A w zasadzie nie, inaczej - myślę, że nie byłoby tak smutno, gdyby jednak święto zmarłych czy tam ... wiadomo, obchodzono w miesiącu o większej emisji słońca. Jesu, a może ja już wpadam w jakąś poziomem sięgającą liceum lub nawet gimnazjum zadumę. Ale pomyślałam... tak, pomyślałam sobie, że wspominanie ukochanych osób, których już nie ma, czy może raczej - oglądanie miejsca ich spoczynku, jest na tyle bolesne i przygnębiające, że po co jeszcze kopać leżącego i ustanawiać ten jeden dzień w roku w najbardziej chyba chujowym, depresyjnym miesiącu.
Ktoś słusznie powie - nie chcesz, nie idź, odwiedź groby (boże, co to za fatalne sformułowanie "odwiedź groby") w innym terminie. Dopóki moja rodzina wydawała się nieśmiertelna, też tak uważałam. A teraz nie - teraz zrobiłam krok w stronę dewocji i jestem GŁĘBOKO przekonana, że mojej Babci i mojemu Tacie będzie zwyczajnie przykro, jeśli przy sąsiednich grobach pojawią się ludzie, a u nich będzie pusto.
No i właśnie tak to wygląda. Byle do 2 listopada.
No i smutek. Generalnie smutno będzie, choćby nie wiem co. A w zasadzie nie, inaczej - myślę, że nie byłoby tak smutno, gdyby jednak święto zmarłych czy tam ... wiadomo, obchodzono w miesiącu o większej emisji słońca. Jesu, a może ja już wpadam w jakąś poziomem sięgającą liceum lub nawet gimnazjum zadumę. Ale pomyślałam... tak, pomyślałam sobie, że wspominanie ukochanych osób, których już nie ma, czy może raczej - oglądanie miejsca ich spoczynku, jest na tyle bolesne i przygnębiające, że po co jeszcze kopać leżącego i ustanawiać ten jeden dzień w roku w najbardziej chyba chujowym, depresyjnym miesiącu.
Ktoś słusznie powie - nie chcesz, nie idź, odwiedź groby (boże, co to za fatalne sformułowanie "odwiedź groby") w innym terminie. Dopóki moja rodzina wydawała się nieśmiertelna, też tak uważałam. A teraz nie - teraz zrobiłam krok w stronę dewocji i jestem GŁĘBOKO przekonana, że mojej Babci i mojemu Tacie będzie zwyczajnie przykro, jeśli przy sąsiednich grobach pojawią się ludzie, a u nich będzie pusto.
No i właśnie tak to wygląda. Byle do 2 listopada.
środa, 1 października 2014
wtorek, 26 sierpnia 2014
...
Lubię takie momenty, gdy ktoś, coś nieoczekiwanie, przypadkiem... A jednak jakby na zamówienie :)
Oglądałam wczoraj zdjęcia z Kozielca, w którym będziemy kiedyś mieszkać z R. Patrząc na fotografie, przedstawiające Kozielec wczesną jesienią, pomyślałam sobie, jak cudnie musi tam pachnieć powietrze - właśnie to jesienne, rześkie, w którym wieczorem unosi się zapach dymu, gdy za oknem cichutko i spokojnie :)
Zerknęłam sobie z ciekawości, o czym pisałam rok temu - 26 sierpnia. "A teraz jest inaczej - po prostu cieszę się, że powietrze zaczyna pachnieć inaczej, a świat tak naturalnie i pięknie wchodzi w kolejną porę rok". A pod spodem komentarz Stifki - właśnie o tym powietrzu: "Jeszcze czekam na zapach dymu z kominów rozgrzewanych na noc :-)".
Wieczorem, gdy na wariackich papierach pisałam spóźnioną depeszę, zadzwonił telefon. To była Stifka :) A wcześniej rozmawiałyśmy chyba w marcu, na Gosi urodzinach.
Zadzwoniła wczoraj :) I przemyciła mi swoje jesienne myśli, podobne zresztą do moich :)
Małe cuda, na które czekam z biciem serca, za które odczuwam olbrzymią wdzięczność dla ludzi i świata!
PS. Dziś środa - 27 sierpnia :) Blog oszalał i pokazuje błędną datę.
Oglądałam wczoraj zdjęcia z Kozielca, w którym będziemy kiedyś mieszkać z R. Patrząc na fotografie, przedstawiające Kozielec wczesną jesienią, pomyślałam sobie, jak cudnie musi tam pachnieć powietrze - właśnie to jesienne, rześkie, w którym wieczorem unosi się zapach dymu, gdy za oknem cichutko i spokojnie :)
Zerknęłam sobie z ciekawości, o czym pisałam rok temu - 26 sierpnia. "A teraz jest inaczej - po prostu cieszę się, że powietrze zaczyna pachnieć inaczej, a świat tak naturalnie i pięknie wchodzi w kolejną porę rok". A pod spodem komentarz Stifki - właśnie o tym powietrzu: "Jeszcze czekam na zapach dymu z kominów rozgrzewanych na noc :-)".
Wieczorem, gdy na wariackich papierach pisałam spóźnioną depeszę, zadzwonił telefon. To była Stifka :) A wcześniej rozmawiałyśmy chyba w marcu, na Gosi urodzinach.
Zadzwoniła wczoraj :) I przemyciła mi swoje jesienne myśli, podobne zresztą do moich :)
Małe cuda, na które czekam z biciem serca, za które odczuwam olbrzymią wdzięczność dla ludzi i świata!
PS. Dziś środa - 27 sierpnia :) Blog oszalał i pokazuje błędną datę.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
środa, 26 marca 2014
...
Cały czas jest dziwnie, Tato. Jak robi się fajnie, to tylko na chwilę. Albo po prostu wyczuliłam się na wszystko z powodu tej cholernej destabilizacji lub raczej "destabilizacji", bo trudno nazwać stabilnymi ostatnich pięć lat. Gra pozorów i tyle. W każdym razie wskoczyłam na sinusoidę nastrojów i rzecz jasna - boję się zmian. Z drugiej strony - nie mogę się ich doczekać. No i właśnie tak to wszystko teraz wygląda :) Dobrze, że chociaż znowu doceniam i - co ważne - dostrzegam drobiazgi, które umykały (bo chyba raczej były cały czas).
sobota, 15 marca 2014
...
Przynajmniej tu nie muszę wymyślać tych cholernych tytułów i zastanawiać się nad trafnymi leadami. Odpoczywam już drugi tydzień. Mój organizm wymusił na mnie odpoczynek. Powoli, powolutku zwalniam tempo, choć nadal czuję, jak adrenalina tylko czeka na okazję. Bardzo dziwny stan.
niedziela, 23 lutego 2014
...
Dziś dowiedziałam się Tatuś, że Twój Tato, a mój Dziadek, porusza się o lasce. To jedyna informacja o Dziadku, jaką mam od czasu, gdy widziałam Go po raz ostatni, czyli na pogrzebie Twojego brata.
czwartek, 6 lutego 2014
środa, 22 stycznia 2014
...
Byłam dziś u Babci i Dziadka. Dziadziuś mocno schudł. To był zawsze okaz zdrowia. A dzisiaj rzuciły mi się w oczy jego bardzo chudziutkie nogi. Siedział tam, gdzie zwykle, na sofie tuż przy wejściu do dużego pokoju. I niby niewiele się zmieniło - meble, dywan, tapeta, lampka nocna - wszystko na swoim miejscu. Nawet telewizor - jak zwykle głośno. Tylko ten Dziadek... taki słaby. Nie był smutny. Powiedział jedynie, że nie może spać. "Nie przejmuj się, dziadziuś. Ja też ostatnio kiepsko sypiam" - odparłam. Na co On, że nie śpi, bo tak bardzo bolą go nogi, że tabletki działają na chwilę. Że On to by nawet mógł przeleżeć całą noc, byle tak nie bolało.
Dzięki bogu mój Dziadek chodzi. Codziennie idzie sobie na zakupy. Nawet nie wiem, czy na ryneczek, czy może gdzieś bliżej. Chodzi do lekarzy, do apteki. Trudno powiedzieć, jak on to robi, jak daje radę, mimo bólu. Ale nie chodzi już z Babcią moją ukochaną do lasu, na te ich jeszcze do niedawna codzienne spacery. Babcia nie była na dworze od dwóch tygodni, bo tak bardzo boli ją krzyż. Wyobrażam sobie tylko, jak tęskni za lasem na Błoniu. Te spacery były dla nich integralną częścią życia. Bez względu na pogodę, wsiadali w autobus przy ul. Bielickiej, jechali do samego końca i na pętli przy ul. Okrzei zaczynał się ich spacer. Szli sobie przez park, później przez tory i docierali do lasu. Znali większość tamtejszych ścieżek. Wręcz uwielbiali, gdy im towarzyszyłam. Z taką radością opowiadali mi o lesie: "Tu znaleźliśmy ostatnio mnóstwo grzybów", "O, a tu był ten mały kotek", "A ile tam pająków było".
Babcia zawsze zabierała dla mnie drożdżówkę, Dziadziuś parasol.
Dziś dotarło do mnie, że Oni już tego nie mają, że to się skończyło. Tylko ja za bardzo nie rozumiem, dlaczego.
Dzięki bogu mój Dziadek chodzi. Codziennie idzie sobie na zakupy. Nawet nie wiem, czy na ryneczek, czy może gdzieś bliżej. Chodzi do lekarzy, do apteki. Trudno powiedzieć, jak on to robi, jak daje radę, mimo bólu. Ale nie chodzi już z Babcią moją ukochaną do lasu, na te ich jeszcze do niedawna codzienne spacery. Babcia nie była na dworze od dwóch tygodni, bo tak bardzo boli ją krzyż. Wyobrażam sobie tylko, jak tęskni za lasem na Błoniu. Te spacery były dla nich integralną częścią życia. Bez względu na pogodę, wsiadali w autobus przy ul. Bielickiej, jechali do samego końca i na pętli przy ul. Okrzei zaczynał się ich spacer. Szli sobie przez park, później przez tory i docierali do lasu. Znali większość tamtejszych ścieżek. Wręcz uwielbiali, gdy im towarzyszyłam. Z taką radością opowiadali mi o lesie: "Tu znaleźliśmy ostatnio mnóstwo grzybów", "O, a tu był ten mały kotek", "A ile tam pająków było".
Babcia zawsze zabierała dla mnie drożdżówkę, Dziadziuś parasol.
Dziś dotarło do mnie, że Oni już tego nie mają, że to się skończyło. Tylko ja za bardzo nie rozumiem, dlaczego.
środa, 1 stycznia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)






