czwartek, 23 października 2014

...

Nie oswoiłam się jeszcze ze świętem zmarłych, czy tam wszystkich świętych. I dlatego na samą myśl o 1 listopada ogarnia mnie niepokój, bo tak: wszędzie tłumy, szelest worków foliowych, niewyciszone telefony komórkowe i związane z tym rozmowy nad grobami, zapewne deszcz, wiatr, błoto. Na dodatek w tym roku po raz pierwszy "z okazji" 1 listopada wspominać będę również moją Ukochaną Babcię. Zatem znowu ten cholerny pierwszy raz, przez który tak heroicznie (myślę, że mogę użyć tego przysłówka) przechodziłam po śmierci Taty.
No i smutek. Generalnie smutno będzie, choćby nie wiem co. A w zasadzie nie, inaczej - myślę, że nie byłoby tak smutno, gdyby jednak święto zmarłych czy tam ... wiadomo, obchodzono w miesiącu o większej emisji słońca. Jesu, a może ja już wpadam w jakąś poziomem sięgającą liceum lub nawet gimnazjum zadumę. Ale pomyślałam... tak, pomyślałam sobie, że wspominanie ukochanych osób, których już nie ma, czy może raczej - oglądanie miejsca ich spoczynku, jest na tyle bolesne i przygnębiające, że po co jeszcze kopać leżącego i ustanawiać ten jeden dzień w roku w najbardziej chyba chujowym, depresyjnym miesiącu.
Ktoś słusznie powie - nie chcesz, nie idź, odwiedź groby (boże, co to za fatalne sformułowanie "odwiedź groby") w innym terminie. Dopóki moja rodzina wydawała się nieśmiertelna, też tak uważałam. A teraz nie - teraz zrobiłam krok w stronę dewocji i jestem GŁĘBOKO przekonana, że mojej Babci i mojemu Tacie będzie zwyczajnie przykro, jeśli przy sąsiednich grobach pojawią się ludzie, a u nich będzie pusto.
No i właśnie tak to wygląda. Byle do 2 listopada.

1 komentarz:

  1. Zeszłoroczny dzień 1 listopada przepłakałam nad malutkim grobem. Przyznaję, że zawsze to święto wprowadzało mnie w zadumę. Będąc na cmentarzach rozmyślałam o tych wszystkich ludziach spoczywających w spokoju - o tych odwiedzanych i zapomnianych. Myślałam o ich życiach..pewnie kochali, pracowali, chorowali, mieli rodziny. Tak jak ja. Ale zeszłoroczne święto było inne, chyba ciut bardziej okrutne. Myślę, ze w tym roku będzie podobnie. Dla złagodzenia bólu proponuję, by zakupić kilka małych zniczy więcej i zapalić je, tym którzy tych światełek nie mają. Moja mama w zeszłym roku obdarowała płomykami dużą część cmentarzyka dla dzieciaczków. Trzymaj się i oby do 2.

    OdpowiedzUsuń