Nie zdobyłam się na odwagę, żeby zadzwonić do Twoich rodziców, Tato. Dziadek pewnie czekał... To jedna z kilku nieuporządkowanych spraw. I nie wiem, w czym tkwi problem. Bo tak naprawdę unikałam kontaktu z dziadkami nawet, gdy żyłeś. Choć przyznaję, że za każdym razem, gdy ich odwiedzałam (czyli rzadko), obiecałam sobie, że wkrótce znowu do nich wpadnę. Ale kończyło się na planach.
Teraz już w ogóle nie umiem. I bardzo się boję, że któregoś dnia będzie za późno...
środa, 26 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
...
Po trzech godzinach snu w ciągu dwóch dni, wróciłam z lotniska w całości. Zrobiłam sobie jedną przerwę w moim ukochanym Toruniu. I od razu coś dobrego i miłego. Gdy weszłam na stację benzynową, pani ekspedientka uśmiechnęła się do mnie serdecznie i zapytała: "Kawkę?". Potem pomogła mi w obsłudze ekspresu, bo byłam już tak zmęczona, że ustawiłam kubeczek w złym miejscu.
Wyjechałam ze stacji. Po niecałej minucie przejeżdżający obok kierowca trąbnął na mnie. Myślałam, że to dlatego, że jadę zbyt blisko środka jezdni. Ale po chwili włączył światła awaryjne. I za chwilkę jeszcze raz. Okazało się, że nie miałam świateł mijania :) Nie pamiętam, aby ktokolwiek przejął się aż tak bardzo faktem, że jadę bez świateł :)
Przejeżdżałam obok Maiusa. W Toruniu czuję się najlepiej.
Wyjechałam ze stacji. Po niecałej minucie przejeżdżający obok kierowca trąbnął na mnie. Myślałam, że to dlatego, że jadę zbyt blisko środka jezdni. Ale po chwili włączył światła awaryjne. I za chwilkę jeszcze raz. Okazało się, że nie miałam świateł mijania :) Nie pamiętam, aby ktokolwiek przejął się aż tak bardzo faktem, że jadę bez świateł :)
Przejeżdżałam obok Maiusa. W Toruniu czuję się najlepiej.
piątek, 21 grudnia 2012
...
Tatuś, boję się tego wyjazdu do Warszawy. To znaczy boję się powrotu, bo będę bardzo zmęczona. Dziś spałam tylko dwie godziny.
Bądź przy mnie.
Bądź przy mnie.
czwartek, 20 grudnia 2012
...
Po wszystkim. Dziś już nie wspominam. Może to z powodu dyżuru. Ale czuję, że data 19 grudnia była dla mnie barierą, którą po prostu pokonałam. Najprościej zobrazowałby to wszystko wykres z punktem kulminacyjnym właśnie wczoraj. Albo 18 grudnia, bo chyba gorzej zniosłam 18 grudnia. Jestem pewna, że Tatuś odszedł 18. Mimo że w akcie zgonu widnieje 19 grudnia.
środa, 19 grudnia 2012
...
A dziś jest 19 grudnia 2012 roku. Obudziłam się w innym niż rok temu miejscu. Obudziłam się obok ... Zjadłam śniadanie. Wyglądam inaczej - mam grzywkę, inną kurtkę, inny sweter. Nie pracuję już w pokoju 116, tylko w 212. Jestem w pracy. Jechałam rano autobusem. Siedzący naprzeciwko mnie pan trzymał na kolanach reklamówkę, która nagle zaczęła się ruszać. Nie mogłam powstrzymac śmiechu. Ten pan też się uśmiechnął i kiwnął głową, co miało oznaczać: "Niegrzeczna ta ryba".
Moja pierwsza z rana myśl nie pobiegła w stronę 19 grudnia 2011.
Jedynie Agata ma dziś dyżur. Tak jak wtedy.
Moja pierwsza z rana myśl nie pobiegła w stronę 19 grudnia 2011.
Jedynie Agata ma dziś dyżur. Tak jak wtedy.
Rok temu był poniedziałek - 19 grudnia. Nie wiem, czy najtrudniejszy dzień w moim dotychczasowym życiu. Nie wiem tego. To był na pewno dzień, którego nigdy nie zdołam zapomnieć. Rok temu, około godziny 13.30 do naszego domu w Fordonie przyszli dwaj policjanci. Spisali protokół zgłoszenia zaginięcia i wyszli. Po chwili jeden z nich wrócił i powiedział, że z doświadczenia wie, że warto też sprawdzić piwnicę. Mama zerknęła na wieszak, na którym zawsze wisiały klucze od piwnicy. Nie było ich. I w tym momencie wiedziałam już, że za moment dowiem się czegoś, co na zawsze zmieni moje życie. Zaproponowałam, że zejdę z nimi i wskażę, gdzie jest nasza piwnica. Mama stanowczo zaprotestowała. Zawołała panią Terenię. Zostałam z jej wnuczkiem, a ona poszła z policjantami. Mama też, ale z tego, co wiem, zatrzymała się na piętrze. Mijały minuty. Nikt nie wracał. W końcu usłyszałam kroki na korytarzu. "Tata nie żyje". Upadłam. Pani Terenia zaczęła mnie podnosić. Płakałam, krzyczałam, podarłam sobie rajstopy, czułam złość. Zauważyłam buty Taty, które stały na korytarzu. Nie wiem, co dalej. Przyjechało pogotowie. Lekarka nie mogła znaleźć żył. W końcu się wbiła. Pamiętam, że strasznie bolało.
Pamiętam też, że jeszcze na tym korytarzu Tatuś, gdy padły wiadome słowa, poczułam ulgę. Że ten koszmar poszukiwania Ciebie już się skończył. Przepraszam.
Pamiętam też, że jeszcze na tym korytarzu Tatuś, gdy padły wiadome słowa, poczułam ulgę. Że ten koszmar poszukiwania Ciebie już się skończył. Przepraszam.
wtorek, 18 grudnia 2012
...
Rok temu była niedziela - 18 grudnia. Nie pamiętam poranka. Po południu pojechałam do babci na obiad. Jak zwykle była też Mama, ale nie wspomniała słowem o Tacie. Około 15 wsiadłam w aroskę. Miałam jechać do redakcji, ale postanowiłam wstąpić po drodze do Carrefoura. Szukałam prezentu dla Taty. Znalazłam taki fajny kalendarz na Euro 2012. Kupiłam.
W drodze do redakcji zadzwoniła do mnie babcia Zosia. Nie odebrałam, bo telefony od niej zawsze kojarzyły (i kojarzą) mi się z czymś niedobrym. Zadzwoniła drugi raz. Zapytała, czy nie wiem, co się dzieje z Tatą, bo rano dzwonił do Tomka, a potem nie podnosił słuchawki. Oczywiście nic nie wiedziałam. Powiedziałam jej tylko, że pewnie popił i wieczorem wróci do domu. Dzwoniłam do Niego (około godz. 16). I tu właśnie nie pamiętam, czy był sygnał. Za tym pierwszym razem. Chyba był. Nie wiem. Później włączała się sekretarka.
Zadzwoniłam do babci z pracy. Strasznie się z nią pokłóciłam. Poprosiłam Adama o papierosa. Zapaliłam po dwóch miesiącach niepalenia. I zaczęłam szukać Taty. Obdzwoniłam szpitale, byliśmy też na izbie przyjęć w "Juraszu" i szpitalu wojskowym.
Wieczorem, już na Podolskiej, przejrzałam pocztę służbową. Były dwa mejle. W jednym z nich policja informowała o wypadku na ul. Fordońskiej, w którym zginął mężczyzna. W drugim o topielcu. Pamiętam, że Maciej Czerniak miał wtedy dyżur. Poprosiłam go, by zapytał, czy policja ustaliła tożsamość ofiar. Byłam roztrzęsiona. Zadzwoniła do mnie jedna z rzeczniczek prasowych i powiedziała, że to nie był mój Tata.
Znalazłam w internecie numer do pracodawcy Taty. Zadzwoniłam. Był bardzo zmartiowny, bo 18 grudnia 2011 roku był niedzielą handlową, a Tata nie pojawił się w pracy. Nigdy wcześniej tego nie robił. Choćby nietrzeźwy, ale zawsze szedł do pracy.
Zasnęłam około 3 nad ranem.
O 8 obudził mnie telefon od Gosi. Zapytała, jak Tata ma na imię. Okazało się, że w piekarni przy Wojska Polskiego ekspedientka rozmawiała z kimś przez telefon i powiedziała: "Jurek zaginął".
Był poniedziałek - 19 grudnia.
W drodze do redakcji zadzwoniła do mnie babcia Zosia. Nie odebrałam, bo telefony od niej zawsze kojarzyły (i kojarzą) mi się z czymś niedobrym. Zadzwoniła drugi raz. Zapytała, czy nie wiem, co się dzieje z Tatą, bo rano dzwonił do Tomka, a potem nie podnosił słuchawki. Oczywiście nic nie wiedziałam. Powiedziałam jej tylko, że pewnie popił i wieczorem wróci do domu. Dzwoniłam do Niego (około godz. 16). I tu właśnie nie pamiętam, czy był sygnał. Za tym pierwszym razem. Chyba był. Nie wiem. Później włączała się sekretarka.
Zadzwoniłam do babci z pracy. Strasznie się z nią pokłóciłam. Poprosiłam Adama o papierosa. Zapaliłam po dwóch miesiącach niepalenia. I zaczęłam szukać Taty. Obdzwoniłam szpitale, byliśmy też na izbie przyjęć w "Juraszu" i szpitalu wojskowym.
Wieczorem, już na Podolskiej, przejrzałam pocztę służbową. Były dwa mejle. W jednym z nich policja informowała o wypadku na ul. Fordońskiej, w którym zginął mężczyzna. W drugim o topielcu. Pamiętam, że Maciej Czerniak miał wtedy dyżur. Poprosiłam go, by zapytał, czy policja ustaliła tożsamość ofiar. Byłam roztrzęsiona. Zadzwoniła do mnie jedna z rzeczniczek prasowych i powiedziała, że to nie był mój Tata.
Znalazłam w internecie numer do pracodawcy Taty. Zadzwoniłam. Był bardzo zmartiowny, bo 18 grudnia 2011 roku był niedzielą handlową, a Tata nie pojawił się w pracy. Nigdy wcześniej tego nie robił. Choćby nietrzeźwy, ale zawsze szedł do pracy.
Zasnęłam około 3 nad ranem.
O 8 obudził mnie telefon od Gosi. Zapytała, jak Tata ma na imię. Okazało się, że w piekarni przy Wojska Polskiego ekspedientka rozmawiała z kimś przez telefon i powiedziała: "Jurek zaginął".
Był poniedziałek - 19 grudnia.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
...
Rok temu była sobota. Miałam dużego kaca po imprezie u Asi. Pamiętam, że przed południem pojechaliśmy z Martą i Pawłem do Osówca po choinki. Marcia była wtedy smutna po pierwszej wizycie u ginekologa. Martwiła się o Kruszynkę. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że będzie chłopczyk. Wieczorem posprzątałam w domu i ubrałam choinkę. I chyba poszłam spać. Nie pamiętam.
Tatuś był u dziadków na Leśnym. Ostatni raz w życiu. Gdy szukałam Go w poniedziałek, dowiedziałam się, że około godziny 22 dzwonił do swojego kolegi taksówkarza, ale ten nie odebrał telefonu. Bo Tata był troszkę uciążliwy po alkoholu. I dlatego on nie odebrał. Może, gdyby odebrał, Tata by żył.
Wrócił do domu nad ranem. Na chwilkę. I potem zniknął. Około szóstej rano dzwonił do swojego kuzyna - Tomka. Ale Tomek też nie odebrał. Pewnie spał. A potem Tatuś już nie odbierał telefonu.
Była niedziela - 18 grudnia.
Tatuś był u dziadków na Leśnym. Ostatni raz w życiu. Gdy szukałam Go w poniedziałek, dowiedziałam się, że około godziny 22 dzwonił do swojego kolegi taksówkarza, ale ten nie odebrał telefonu. Bo Tata był troszkę uciążliwy po alkoholu. I dlatego on nie odebrał. Może, gdyby odebrał, Tata by żył.
Wrócił do domu nad ranem. Na chwilkę. I potem zniknął. Około szóstej rano dzwonił do swojego kuzyna - Tomka. Ale Tomek też nie odebrał. Pewnie spał. A potem Tatuś już nie odbierał telefonu.
Była niedziela - 18 grudnia.
piątek, 14 grudnia 2012
...
Czuję spore napięcie. To się oczywiście odbija na osobach z mojego otoczenia, choćby na znajomych z pracy, z którymi spędzam większość dnia. Zdaję sobie ze wszystkiego sprawę. Ale przed wybuchem smutku, który nastąpi pewnie 19 grudnia, bardzo łatwo wpadam w złość. Regularnie słyszę, że za dużo przeklinam i skąd we mnie taka ordynarność. Potem, w chwilach opamiętania, jest mi tak strasznie wstyd. Z drugiej strony liczę jednak na zrozumienie, ale nikomu tego nie komunikuję.
środa, 12 grudnia 2012
...
Usiadłam dziś z przodu autobusu, tuż za kierowcą. Nie chciało mi się obserwować ludzi. Ani ich słuchać. Po poniedziałku zniechęciłam się do pasażerów komunikacji miejskiej. Siedząca obok mnie kobieta co chwilę wydzwaniała do różnych znajomych i za każdym razem ubierała w te same słowa komunikacyjny paraliż. Nie miałam mp3, więc po prostu musiałam tego wysłuchiwać. A mówiła tak głośno, że nawet, gdybym nie chciała... Dowiedziałam się między innymi, że miała jechać do Poznania i całe szczęście - zmieniła nieco wcześniej plany, że jej koleżanki z pracy też się spóźnią, że jest dramat (to słowo padało regularnie), nie wyjechała jeszcze z Fordonu. Zastanawiam się, dlaczego ludzie mają aż tak silną potrzebę dzielenia się z obcymi swoim życiem. Jakby nie wystarczało im, że wiedzą swoje, cieszą się tym lub nie, otrzymują z tego lepsze lub gorsze doświadczenia, nie wiem - wnioski, naukę. Potrzebują pojawić się ze swoim życiem w głowach innych ludzi. Wręcz narzucają się. Tylko pytanie, dlaczego? Może osoby z najbliższego otoczenia nie chcą tego słuchać. Chociaż dla mnie to nie powód, aby męczyć niezainteresowanych cudzymi sprawami ludzi (na przykład podróżujących akurat autobusem). Trochę mnie to wkurza. Jestem ciekawa, jaką obelgę pod swoim adresem usłyszałabym, zwracając uwagę takiemu "ekstrawertykowi".
poniedziałek, 10 grudnia 2012
...
Czuję, że ta chrzaniona rocznica się zbliża. Przed chwilką wróciłam od Marty. I o ile dotychczas świetnie radziłam sobie z przystankiem przy Powstańców Warszawy, na którym wysadzałam Tatę, gdy jeździł do dziadków, o tyle dziś było mi trudno. Bo oczywiście pomyślałam sobie, że rok temu... Że za chwilę będzie rok od soboty, podczas której ostatni raz odwiedził swoich rodziców. A dalej to już idzie samo - jak się wtedy czuł, o czym myślał i tak dalej. Dochodzą jeszcze myśli o Mamie, o którą też zaczynam się martwić, bo pewnie nie czuje się teraz najlepiej.
Chciałabym, aby już było po 19. grudnia. I po 18., i po 15.
Chciałabym, aby już było po 19. grudnia. I po 18., i po 15.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
...
Sporo o Tobie myślę ostatnio. Zastanawiam się, co czułeś rok temu. Co czułeś rok temu 3 grudnia. Byłeś pewnie w pracy. Ja chyba też. Nie wiem, może myślałeś o mnie. Zastanawiałeś się, czy Cię kocham, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyście kochali się z mamą, gdybym miała rodzeństwo, gdybyś miał inną pracę, gdybym mieszkała z wami, w Forodnie. A może po prostu nie myślałeś już o tym, jak by było gdyby, tylko jak poradzić sobie z cierpieniem.
Wiesz Tato, najgorsze, co mogłeś zrobić i co ostatecznie zrobiłeś, to tłamszenie wszystkiego w sobie. Zostawiłeś to dla siebie. Nie powiedziałeś nic, ani słowa. A ja nie zapytałam. Odszedłeś a ja żyję w poczuciu winy. I tęsknię za Tobą. Tak bardzo, bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.
Za chwilę - 15 grudnia - minie rok, odkąd widziałam Cię ostatni raz w życiu.
Wiesz Tato, najgorsze, co mogłeś zrobić i co ostatecznie zrobiłeś, to tłamszenie wszystkiego w sobie. Zostawiłeś to dla siebie. Nie powiedziałeś nic, ani słowa. A ja nie zapytałam. Odszedłeś a ja żyję w poczuciu winy. I tęsknię za Tobą. Tak bardzo, bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.
Za chwilę - 15 grudnia - minie rok, odkąd widziałam Cię ostatni raz w życiu.
niedziela, 2 grudnia 2012
...
Bardzo niepewnie się dziś czuję. Wystarczył jeden głupi sen i dwa zdania - wypowiedziane być może przypadkiem. To mój odwieczny problem przewrażliwienia. Gdyby ludzie wiedzieli, jak łatwo mogą mnie zranić, gdyby choć raz to poczuli, zachowaliby większą ostrożność. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ale jeszcze bardziej chciałabym nabrać pewności siebie i innych.
śliczne
śliczne
Subskrybuj:
Posty (Atom)