Czuję, że ta chrzaniona rocznica się zbliża. Przed chwilką wróciłam od Marty. I o ile dotychczas świetnie radziłam sobie z przystankiem przy Powstańców Warszawy, na którym wysadzałam Tatę, gdy jeździł do dziadków, o tyle dziś było mi trudno. Bo oczywiście pomyślałam sobie, że rok temu... Że za chwilę będzie rok od soboty, podczas której ostatni raz odwiedził swoich rodziców. A dalej to już idzie samo - jak się wtedy czuł, o czym myślał i tak dalej. Dochodzą jeszcze myśli o Mamie, o którą też zaczynam się martwić, bo pewnie nie czuje się teraz najlepiej.
Chciałabym, aby już było po 19. grudnia. I po 18., i po 15.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz