sobota, 28 stycznia 2012

...

Ładny dzień, świeci słońce, jest strasznie zimno. Dziś chyba mogłabym pojechać do Taty.
To uczucie, że po prostu wyjechał gdzieś na kilka tygodni i wkrótce wróci, towarzyszy mi ostatnio coraz częściej. Spędzałam z Nim niewiele czasu. Moje wizyty w Fordonie ograniczały się do rozmów z Mamą. Z Tatą krótko się witałam i ewentualnie oglądałam z Nim telewizję. Komentowaliśmy wtedy politykę, rozmawialiśmy krótko o pracy (co u Niego, co u mnie). Czasami paliliśmy papierosy na balkonie. Tata lubił, gdy opowiadałam o sobie, o nowościach ze świata i kraju, o swoich wywiadach z różnymi osobami.
Nigdy nawet nie pomyślałam o tym, że On kiedyś odejdzie i nie będzie już możliwości słuchania Jego głosu, rozmawiania o czymkolwiek.
Ale fizycznie aż tak bardzo nie odczuwam nieobecności Taty. Chyba...
Czuję wielki smutek, że Jego życie się skończyło i wyglądało tak jak wyglądało. Zresztą pisałam już o tym i pewnie jeszcze niejednokrotnie napiszę.
Kocham Cię, Tato.
 
 

środa, 25 stycznia 2012

...

Od miesiąca nie byłam na grobie Taty. Ostatnio w drugi dzień świąt. Zauważyłam u siebie taką skłonność do obchodzenia małych "rocznic". Na przykład 15 stycznia minął miesiąc odkąd ostatni raz widziałam Tatę (chwila na oddech). 18 stycznia - miesiąc wcześniej ten dzień był prawdopodobnie ostatnim w Jego życiu. 19 stycznia... równo miesiąc od znalezienia Go w piwnicy.
Do tej pory nie lubię sobót...

wtorek, 24 stycznia 2012

...

Czytając tę książkę o przechodzeniu procesu żałoby, doszłam do wniosku, że wiele moich uczuć dotyczących Taty przeanalizowałam jeszcze za Jego życia. W liście, który wrzuciłam do miejsca pochówku, napisałam wszystko, czego nie zdążyłam Mu powiedzieć. Nie wiem, czy można nazwać to pożegnaniem. Ale po pogrzebie poczułam się lepiej, spokojniej, poczułam ulgę.
Teraz płacz pojawia się w chwilach, w których wspominam Tatę: jak bawił się z małym Kubusiem, podlewał te swoje pelargonie na balkonie albo przymierzał buty w sklepie obuwniczym. Czuję wielki żal, bo w tak niewielkim stopniu skorzystał z życia, ze świata. Że Jego życie ograniczyło się do ciężkiej pracy, bez urlopu, bez wyjazdów, bez oglądania tego, co mogło Go zachwycić. Przeszedł przez życie po cichutku i pokornie.

...

Najtrudniej jest chyba zachować spokój i pozorne pogodzenie się ze śmiercią Taty w Fordonie, w tym domu, w którym wszystko mi się z Nim kojarzy. Gdy widzę Mamę biorąca leki uspokajające na widok mnie – niespokojnej, smutnej, nieswojej. Wtedy jest ciężko, bo odczuwam konieczność udawania przed Nią, że jakoś sobie radzę.
To mieszkanie w Fordonie już zawsze będzie mi się kojarzyło z Tatą. Z jednej strony cieszy mnie myśl, że Mama chce je sprzedać, bo nie będę musiała tam jeździć, przechodzić obok tej cholernej piwnicy, patrzeć w to piwniczne okno, przy którym powiesił się Tata. Ale z drugiej strony ten dom jest miejscem, w którym On spędził tyle czasu. Nagle odejść stamtąd, oddać klucze komuś obcemu, wpuścić ludzi, którzy zajmą kąty… Trudno mi to sobie wyobrazić. A nawet, jeśli mi się udaje, odczuwam smutek i zagubienie. Bo to miejsce Taty i nie chciałabym, by ktokolwiek dostosowywał je pod siebie. Nawet, gdyby Mama sprzedała mieszkanie, wolałabym, by zostało puste, bez mebli, bez wszystkiego, ale puste.
Nie wiem też, co Mama zrobi z rzeczami Taty, które cały czas są w Jego szafie. Mówiła, że chce je komuś dać. Ale to też nie jest chyba dobry pomysł. Najchętniej spakowałabym je i ukryła gdzieś. Nie wiem, chciałabym, by po Tacie zostały nie tylko wspomnienia. Mam taką potrzebę, by wszystkiemu, co po Nim zostało, oddać należną cześć. Nawet rzeczom. Tak się zastanawiam, czy w kuchennej szafce są jeszcze Jego kubeczki. Miał dwa swoje – jeden granatowy z napisem „Cremona” i drugi – bordowy, który kiedyś dostałam od Kuby. Strasznie dawno temu to było. Tata pił herbatę tylko z tych dwóch kubków.