Najtrudniej jest chyba zachować spokój i pozorne pogodzenie się ze śmiercią Taty w Fordonie, w tym domu, w którym wszystko mi się z Nim kojarzy. Gdy widzę Mamę biorąca leki uspokajające na widok mnie – niespokojnej, smutnej, nieswojej. Wtedy jest ciężko, bo odczuwam konieczność udawania przed Nią, że jakoś sobie radzę.
To mieszkanie w Fordonie już zawsze będzie mi się kojarzyło z Tatą. Z jednej strony cieszy mnie myśl, że Mama chce je sprzedać, bo nie będę musiała tam jeździć, przechodzić obok tej cholernej piwnicy, patrzeć w to piwniczne okno, przy którym powiesił się Tata. Ale z drugiej strony ten dom jest miejscem, w którym On spędził tyle czasu. Nagle odejść stamtąd, oddać klucze komuś obcemu, wpuścić ludzi, którzy zajmą kąty… Trudno mi to sobie wyobrazić. A nawet, jeśli mi się udaje, odczuwam smutek i zagubienie. Bo to miejsce Taty i nie chciałabym, by ktokolwiek dostosowywał je pod siebie. Nawet, gdyby Mama sprzedała mieszkanie, wolałabym, by zostało puste, bez mebli, bez wszystkiego, ale puste.
Nie wiem też, co Mama zrobi z rzeczami Taty, które cały czas są w Jego szafie. Mówiła, że chce je komuś dać. Ale to też nie jest chyba dobry pomysł. Najchętniej spakowałabym je i ukryła gdzieś. Nie wiem, chciałabym, by po Tacie zostały nie tylko wspomnienia. Mam taką potrzebę, by wszystkiemu, co po Nim zostało, oddać należną cześć. Nawet rzeczom. Tak się zastanawiam, czy w kuchennej szafce są jeszcze Jego kubeczki. Miał dwa swoje – jeden granatowy z napisem „Cremona” i drugi – bordowy, który kiedyś dostałam od Kuby. Strasznie dawno temu to było. Tata pił herbatę tylko z tych dwóch kubków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz