piątek, 30 listopada 2012

...

Już tyle czasu minęło od Szkocji, a ja jeszcze nie obejrzałam Drive'a. Za chwilę grudzień. Dziś andrzejki, czy tam Andrzejki (raczej to pierwsze). Rok temu byłam z Gośką w jakiejś knajpie przy Dworcowej. I pamiętam, że jak wróciłam do domu, czyli na Podolską, płakałam straszliwie, oj bardzo. Bo tak sobie pomyślałam o Tobie, Tato. Zastanawiałam się, gdzie jesteś, jak trafisz do domu, jak bardzo samotny się czujesz i dlaczego. Pamiętam nawet, w co byłam wtedy ubrana. Dziś czuję się spokojnie. Ale na wspomnienie tego czasu sprzed roku robi mi się źle. No pewnie lepiej byłoby nie wspominać. Jakie to dziwne, Tato, że Ciebie nie ma.

Z "Drive'a": http://www.youtube.com/watch?v=-DSVDcw6iW8

poniedziałek, 26 listopada 2012

...

Czekając aż wydawca przerysuje stronę, zastanawiam się... Albo dobra, nieważne.
Kocham Cię, Tato

czwartek, 22 listopada 2012

...

Im bliżej 19 grudnia, tym więcej myśli. Smutek i żal mieszają się ze złością na Tatę. Coraz częściej zadaję sobie pytanie, jak mógł.

poniedziałek, 19 listopada 2012

...

Dokładnie za miesiąc minie rok od Twojego odejścia. Przypomniała mi o tym elektroniczna tablica na wieżowcu byłego Rometu. Tak sobie pomyślałam, że rok temu musiałeś już bardzo cierpieć.

czwartek, 15 listopada 2012

...

Cudowna rozmowa o człowieku. Z natury dobrym, otwartym, autentycznym. Zastanawiałyśmy się wczoraj, czy - i jeśli tak, to jak długo - da się to zachować. Kurczę, mam tyle myśli, że nie wiem, od czego zacząć i czy w ogóle potrafię zacząć. Może inaczej - jestem spokojna. Gdy obserwuję najbliższe mi osoby, jestem spokojna i wręcz - szczęśliwa.

Tatuś, a to piosenka dla Ciebie. Tak troszkę ode mnie, ale za pośrednictwem Marty :)
łagodzi i koi


A, i zobacz sobie Bydgoszcz, Tatuś.

http://theveryphoto.blogspot.com/2012/11/fog-can-make-city-so-quiet-bydgoszcz.html

poniedziałek, 12 listopada 2012

...

Zaczęło się od rozmów o bogu. Kolega T. nie wierzy i pisze o tym książkę. Jeszcze nie wiem, czy ją przeczytam. Potem przeszliśmy do życia po życiu. Żona jego kumpla odeszła z własnej woli. - Pierwsze, o co mnie zapytał, to czy będzie potępiona - opowiadał T. - Nie martwił się o czwórkę dzieci, które zostały bez matki. Myślał tylko o jej potępieniu.
T. nie wspominał nic o poczuciu winy tego mężczyzny. Podsumował wątek stwierdzeniem, że osoby decydujące się na samobójstwo, są bardzo odważne. Głównie w kontekście wiary.
Wreszcie zapytał, czy wierzę. - Tak, w to, że moja dusza nie zgaśnie po śmierci - odparłam, dając jednocześnie do zrozumienia, że nie potrzebuję polemiki w tym temacie. Nie było.
T. wyszedł na chwilę z kuchni. - Wiesz, gdyby nie pewność, że mój Tata jest w gdzieś indziej, w dobrym, ładnym, bezpiecznym i spokojnym miejscu, nie byłabym dziś taka - zagadnęłam do R. - To dla mnie bardzo ważne.
- Przykro mi Martuś, ja w to nie wierzę - powiedział delikatnie R. - Po śmierci zachowuję człowieka tu - dodał, wskazując serce.

Nie wiem, dlaczego o tym piszę. Być może dlatego, że rozmowa była trudna, emocjonująca, ale przede wszystkim - odkrywcza. Od śmierci Taty nie rozmawiałam z nikim o bogu. Pojawiał się tylko temat metafizyki w ogóle. Przy okazji tej dyskusji, zadałam sobie pytanie: "Dlaczego to jest dla mnie tak ważne?". I od razu zauważyłam, że - no właśnie - chodzi o mnie. To jest ważne dla mnie. Bo mi pomaga, stanowi punkt odniesienia, pozwala czuć, że Tata jest blisko, koi, gdy wracają myśli o niewykorzystanym czasie. 
I, co oczywiste, nie każdy musi w to wierzyć. Ale czuję się dobrze, gdy nie ma krytyki, miejsce której zajmuje zrozumienie. Uwielbiam tę różnorodność świata. I ludzi, którzy mądrze ją przyjmują.

czwartek, 8 listopada 2012

...

Dzięki temu wszystkiemu, co się ostatnio dzieje, wyprawy do Fordonu przestały mnie drażnić. Do tego stopnia, że będąc tam, nie myślę już tylko o powrocie do Śródmieścia. Powoli zanika granica, która dzieliła moją Bydgoszcz po śmierci Taty. Może inaczej - zanika jedna z granic. Bo kilka zostało. 

niedziela, 4 listopada 2012

...

Tatuś, nawet nie wiesz, ile radości sprawił mi fakt, że zupa wyszła taka pyszna. W miniony piątek, po pracy, włączyłam sobie jazz, za oknem świeciło jesienne słonko.
I wyszła taka oto przesmaczna, przepyszna, rewelacyjna zupa dyniowa :)

Najpierw podelektowałam się zapachem gotującej dyni z papryką, cebulką i czosnkiem.



Potem zblendowałam wszystko i wiedziałam już, że wyszło cudnie :)



Dodałam przyprawy, odrobinę śmietany i suszonej pietruszki. No i zobacz sam  :)





piątek, 2 listopada 2012

...

Dzięki za wczoraj, Tato. Nie liczyłam na żaden cud. Nawet mały. A tymczasem... Dziękuję :*