środa, 25 kwietnia 2012

...

Prawie codziennie mi się śnisz. Ale dziś pierwszy raz we śnie pojawiła się świadomość, że Ciebie już nie ma, że odszedłeś.

niedziela, 22 kwietnia 2012

...

Jutro Twoje imieniny, Tato. Boję się, no po prostu bardzo się boję. Powinnam Cię w końcu odwiedzić... Tydzień temu poprosiłam Jarka, aby pojechał ze mną do Ciebie. I tak właśnie do mnie dotarło, że to już jutro. Że nie jestem gotowa, a może jestem, tylko sobie wmawiam, że nie. Nie wiem. Nie, nie jestem. Boję się. Tyle osób powtarzało mi, żebym nie jechała, dopóki nie będę gotowa. No nie jestem, no. Ale poczucie obowiązku kompletnie mnie paraliżuje. Nie chcę jutra.

sobota, 21 kwietnia 2012

...

Śniłeś mi się już dwie noce z rzędu. Niestety, znowu niewiele pamiętam. Jedyne, co zostaje w głowie, to fakt, że nawet w snach towarzyszy mi świadomość Twojego odejścia. Pojawiasz się w jakimś obrazie a ja już wiem, że wkrótce umrzesz. Jesteś smutny. Nie mogę nic zrobić.

czwartek, 19 kwietnia 2012

...

Dziś mijają cztery miesiące, Tato. Nie wiem dlaczego, ale czuję się, jakby zleciał co najmniej rok. Tymczasem cztery miesiące temu o tej porze kładłam się do łóżka. To znaczy Marta mnie kładła. Nie wiem, jak ona to zrobiła - jak potrafiła zachować zimną krew, zarazem płacząc ze mną i tuląc mnie cały czas. Nie wiem, czy ja bym tak potrafiła, Tato. Wiesz, myślę sobie tak teraz, z perspektywy czasu, że ludzie są niesamowicie odważni. Tyle osób ze mną było. Jak oni musieli się bać, bo przecież co powiedzieć, jak zareagować? Pamiętam, że kilka dni przed Twoim odejściem zwolniono z pracy jednego z naszych kolegów. I gdy ktoś z nas miał z nim dyżur (Marcin pracował do połowy grudnia, a od 1. wiedział o zwolnieniu), informowaliśmy się nawzajem, co i jak. Jak się zachować, czego nie mówić, o czym lepiej nie wspominać, żeby nie sprawić mu dodatkowego smutku. A w moim przypadku? Przecież 19 grudnia, oprócz Marci, przyjechały dziewczyny z redakcji, zresztą następnego dnia też. Ludzie pisali, niektórzy dzwonili. A ci, którzy najpierw pisali, potem i tak dzwonili, tłumacząc, że troszkę się bali zadzwonić od razu.
Nie byłam sama, Tato. Nie byłam.

środa, 18 kwietnia 2012

...

Mam chwilę odpoczynku, Tato. Tak sądzę. Złagodniały te niedawne emocje. Lubię myśleć o Tobie w pracy :) Lubię, kiedy ja mówię, a Ty słuchasz. I chciałabym, aby tak już zostało.


środa, 11 kwietnia 2012

...

Byłam wczoraj u pani P. Trochę mnie uspokoiła, bo te najścia smutku są podobno naturalnym etapem żałoby. Wiesz, ja tak trochę naiwnie wierzyłam, że choćby prowadząc tego bloga, stanę na nogi o wiele szybciej. I w zasadzie szło mi całkiem nieźle, ale już widzę, że tutaj nie da się niczego ustalać z góry, planować, wytyczać. Pani P. powiedziała coś oczywistego, na co jednak sama nie wpadłam (ale to chyba wynika z mojego jeszcze zbyt surowego podejścia do siebie). Wiesz, uświadomiła mi, że przecież nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z taką sytuacją, że radzenie sobie z nią komplikuje też sposób Twojego odejścia. Tak naprawdę, dopiero poznaję to wszystko, prawie każdego dnia odkrywam coś nowego. To bardzo trudny etap, Tatuś. Trudny, bo nieprzewidywalny. A ja się troszkę pogubiłam.

wtorek, 10 kwietnia 2012

...

Ciocia sporo o Tobie opowiadała. Wiem już, jak poznaliście się z Mamą. Mówiła, że miłość od pierwszego wejrzenia: jakaś wiejska impreza, Ty pododbno miałeś wtedy dziewuchę, z którą szybciutko się rozstałeś. I potem już tylko Mama. Taka czysta ta Wasza miłość była na początku. Ciocia powiedziała, że nie obnosiliście się z uczuciem, ale było je widać... bardzo bardzo. A jak przyjeżdżałeś do Murowańca, panny szalały. Taki piękny mężczyzna w długim skórzanym płaszczu...
Na jednej z potańcówek nad kanałem ciocia była z jakimś Waldkiem. Któregoś dnia też tam przyszedłeś. Irena wspomina to z uśmiechem. Gdy Cię zobaczyła (wtedy pierwszy raz), od razu rzuciła tego Waldka.
A Aśka opowiadała, jak chodziliśmy nad ten sam kanał, my to znaczy ona, Natalia, Ty, Andrzej i ja. Miałyśmy wtedy po sześć-siedem lat. Przynosiłeś nam z wody małże, z których wyjmowałeś to ohydne wnętrze. A my bawiłyśmy się muszelkami.
Irena odwiedza Cię czasami na tej cholernej Wiślanej. - Nie wierzę, patrząc na litery, na to imię i nazwisko - wyszeptała.

sobota, 7 kwietnia 2012

...

Pierwsze święta bez Ciebie. Nie wiem, jak to będzie. Nie wiem, naprawdę. Trochę się boję, chwilami jest mi to zupełnie obojętne, bo nie przywiązuję wagi do tych świąt, potem znowu zastanawiam się, czy pojechałbyś do Grabionny. Teraz na przykład myślę sobie, że pewnie o 14 wróciłbyś z pracy do domu, przyniósłbyś zakupy, warzywa, owoce, kawę, ciasto. Wieczorem pojechałbyś na Leśne do dziadków. A może nie.
A może ja faktycznie cały czas nie akceptuję faktu, że Ciebie nie ma i już nie będzie. 

czwartek, 5 kwietnia 2012

...


Bajeczne zdjęcie, Tato.

środa, 4 kwietnia 2012

...

Wiesz, byłam wczoraj u Mamy. Miała chyba ciężki dzień. Piszę "chyba", bo nie umiem zapytać. Boję się, że sobie nie radzi. A ja nie potrafię Jej pomóc. Chcę myśleć, że już się pozbierała, chcę myśleć tylko o Tobie i odnaleźć w końcu siebie.

Kocham Cię, Tato.

...