środa, 11 kwietnia 2012

...

Byłam wczoraj u pani P. Trochę mnie uspokoiła, bo te najścia smutku są podobno naturalnym etapem żałoby. Wiesz, ja tak trochę naiwnie wierzyłam, że choćby prowadząc tego bloga, stanę na nogi o wiele szybciej. I w zasadzie szło mi całkiem nieźle, ale już widzę, że tutaj nie da się niczego ustalać z góry, planować, wytyczać. Pani P. powiedziała coś oczywistego, na co jednak sama nie wpadłam (ale to chyba wynika z mojego jeszcze zbyt surowego podejścia do siebie). Wiesz, uświadomiła mi, że przecież nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z taką sytuacją, że radzenie sobie z nią komplikuje też sposób Twojego odejścia. Tak naprawdę, dopiero poznaję to wszystko, prawie każdego dnia odkrywam coś nowego. To bardzo trudny etap, Tatuś. Trudny, bo nieprzewidywalny. A ja się troszkę pogubiłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz