Nie zdobyłam się na odwagę, żeby zadzwonić do Twoich rodziców, Tato. Dziadek pewnie czekał... To jedna z kilku nieuporządkowanych spraw. I nie wiem, w czym tkwi problem. Bo tak naprawdę unikałam kontaktu z dziadkami nawet, gdy żyłeś. Choć przyznaję, że za każdym razem, gdy ich odwiedzałam (czyli rzadko), obiecałam sobie, że wkrótce znowu do nich wpadnę. Ale kończyło się na planach.
Teraz już w ogóle nie umiem. I bardzo się boję, że któregoś dnia będzie za późno...
środa, 26 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
...
Po trzech godzinach snu w ciągu dwóch dni, wróciłam z lotniska w całości. Zrobiłam sobie jedną przerwę w moim ukochanym Toruniu. I od razu coś dobrego i miłego. Gdy weszłam na stację benzynową, pani ekspedientka uśmiechnęła się do mnie serdecznie i zapytała: "Kawkę?". Potem pomogła mi w obsłudze ekspresu, bo byłam już tak zmęczona, że ustawiłam kubeczek w złym miejscu.
Wyjechałam ze stacji. Po niecałej minucie przejeżdżający obok kierowca trąbnął na mnie. Myślałam, że to dlatego, że jadę zbyt blisko środka jezdni. Ale po chwili włączył światła awaryjne. I za chwilkę jeszcze raz. Okazało się, że nie miałam świateł mijania :) Nie pamiętam, aby ktokolwiek przejął się aż tak bardzo faktem, że jadę bez świateł :)
Przejeżdżałam obok Maiusa. W Toruniu czuję się najlepiej.
Wyjechałam ze stacji. Po niecałej minucie przejeżdżający obok kierowca trąbnął na mnie. Myślałam, że to dlatego, że jadę zbyt blisko środka jezdni. Ale po chwili włączył światła awaryjne. I za chwilkę jeszcze raz. Okazało się, że nie miałam świateł mijania :) Nie pamiętam, aby ktokolwiek przejął się aż tak bardzo faktem, że jadę bez świateł :)
Przejeżdżałam obok Maiusa. W Toruniu czuję się najlepiej.
piątek, 21 grudnia 2012
...
Tatuś, boję się tego wyjazdu do Warszawy. To znaczy boję się powrotu, bo będę bardzo zmęczona. Dziś spałam tylko dwie godziny.
Bądź przy mnie.
Bądź przy mnie.
czwartek, 20 grudnia 2012
...
Po wszystkim. Dziś już nie wspominam. Może to z powodu dyżuru. Ale czuję, że data 19 grudnia była dla mnie barierą, którą po prostu pokonałam. Najprościej zobrazowałby to wszystko wykres z punktem kulminacyjnym właśnie wczoraj. Albo 18 grudnia, bo chyba gorzej zniosłam 18 grudnia. Jestem pewna, że Tatuś odszedł 18. Mimo że w akcie zgonu widnieje 19 grudnia.
środa, 19 grudnia 2012
...
A dziś jest 19 grudnia 2012 roku. Obudziłam się w innym niż rok temu miejscu. Obudziłam się obok ... Zjadłam śniadanie. Wyglądam inaczej - mam grzywkę, inną kurtkę, inny sweter. Nie pracuję już w pokoju 116, tylko w 212. Jestem w pracy. Jechałam rano autobusem. Siedzący naprzeciwko mnie pan trzymał na kolanach reklamówkę, która nagle zaczęła się ruszać. Nie mogłam powstrzymac śmiechu. Ten pan też się uśmiechnął i kiwnął głową, co miało oznaczać: "Niegrzeczna ta ryba".
Moja pierwsza z rana myśl nie pobiegła w stronę 19 grudnia 2011.
Jedynie Agata ma dziś dyżur. Tak jak wtedy.
Moja pierwsza z rana myśl nie pobiegła w stronę 19 grudnia 2011.
Jedynie Agata ma dziś dyżur. Tak jak wtedy.
Rok temu był poniedziałek - 19 grudnia. Nie wiem, czy najtrudniejszy dzień w moim dotychczasowym życiu. Nie wiem tego. To był na pewno dzień, którego nigdy nie zdołam zapomnieć. Rok temu, około godziny 13.30 do naszego domu w Fordonie przyszli dwaj policjanci. Spisali protokół zgłoszenia zaginięcia i wyszli. Po chwili jeden z nich wrócił i powiedział, że z doświadczenia wie, że warto też sprawdzić piwnicę. Mama zerknęła na wieszak, na którym zawsze wisiały klucze od piwnicy. Nie było ich. I w tym momencie wiedziałam już, że za moment dowiem się czegoś, co na zawsze zmieni moje życie. Zaproponowałam, że zejdę z nimi i wskażę, gdzie jest nasza piwnica. Mama stanowczo zaprotestowała. Zawołała panią Terenię. Zostałam z jej wnuczkiem, a ona poszła z policjantami. Mama też, ale z tego, co wiem, zatrzymała się na piętrze. Mijały minuty. Nikt nie wracał. W końcu usłyszałam kroki na korytarzu. "Tata nie żyje". Upadłam. Pani Terenia zaczęła mnie podnosić. Płakałam, krzyczałam, podarłam sobie rajstopy, czułam złość. Zauważyłam buty Taty, które stały na korytarzu. Nie wiem, co dalej. Przyjechało pogotowie. Lekarka nie mogła znaleźć żył. W końcu się wbiła. Pamiętam, że strasznie bolało.
Pamiętam też, że jeszcze na tym korytarzu Tatuś, gdy padły wiadome słowa, poczułam ulgę. Że ten koszmar poszukiwania Ciebie już się skończył. Przepraszam.
Pamiętam też, że jeszcze na tym korytarzu Tatuś, gdy padły wiadome słowa, poczułam ulgę. Że ten koszmar poszukiwania Ciebie już się skończył. Przepraszam.
wtorek, 18 grudnia 2012
...
Rok temu była niedziela - 18 grudnia. Nie pamiętam poranka. Po południu pojechałam do babci na obiad. Jak zwykle była też Mama, ale nie wspomniała słowem o Tacie. Około 15 wsiadłam w aroskę. Miałam jechać do redakcji, ale postanowiłam wstąpić po drodze do Carrefoura. Szukałam prezentu dla Taty. Znalazłam taki fajny kalendarz na Euro 2012. Kupiłam.
W drodze do redakcji zadzwoniła do mnie babcia Zosia. Nie odebrałam, bo telefony od niej zawsze kojarzyły (i kojarzą) mi się z czymś niedobrym. Zadzwoniła drugi raz. Zapytała, czy nie wiem, co się dzieje z Tatą, bo rano dzwonił do Tomka, a potem nie podnosił słuchawki. Oczywiście nic nie wiedziałam. Powiedziałam jej tylko, że pewnie popił i wieczorem wróci do domu. Dzwoniłam do Niego (około godz. 16). I tu właśnie nie pamiętam, czy był sygnał. Za tym pierwszym razem. Chyba był. Nie wiem. Później włączała się sekretarka.
Zadzwoniłam do babci z pracy. Strasznie się z nią pokłóciłam. Poprosiłam Adama o papierosa. Zapaliłam po dwóch miesiącach niepalenia. I zaczęłam szukać Taty. Obdzwoniłam szpitale, byliśmy też na izbie przyjęć w "Juraszu" i szpitalu wojskowym.
Wieczorem, już na Podolskiej, przejrzałam pocztę służbową. Były dwa mejle. W jednym z nich policja informowała o wypadku na ul. Fordońskiej, w którym zginął mężczyzna. W drugim o topielcu. Pamiętam, że Maciej Czerniak miał wtedy dyżur. Poprosiłam go, by zapytał, czy policja ustaliła tożsamość ofiar. Byłam roztrzęsiona. Zadzwoniła do mnie jedna z rzeczniczek prasowych i powiedziała, że to nie był mój Tata.
Znalazłam w internecie numer do pracodawcy Taty. Zadzwoniłam. Był bardzo zmartiowny, bo 18 grudnia 2011 roku był niedzielą handlową, a Tata nie pojawił się w pracy. Nigdy wcześniej tego nie robił. Choćby nietrzeźwy, ale zawsze szedł do pracy.
Zasnęłam około 3 nad ranem.
O 8 obudził mnie telefon od Gosi. Zapytała, jak Tata ma na imię. Okazało się, że w piekarni przy Wojska Polskiego ekspedientka rozmawiała z kimś przez telefon i powiedziała: "Jurek zaginął".
Był poniedziałek - 19 grudnia.
W drodze do redakcji zadzwoniła do mnie babcia Zosia. Nie odebrałam, bo telefony od niej zawsze kojarzyły (i kojarzą) mi się z czymś niedobrym. Zadzwoniła drugi raz. Zapytała, czy nie wiem, co się dzieje z Tatą, bo rano dzwonił do Tomka, a potem nie podnosił słuchawki. Oczywiście nic nie wiedziałam. Powiedziałam jej tylko, że pewnie popił i wieczorem wróci do domu. Dzwoniłam do Niego (około godz. 16). I tu właśnie nie pamiętam, czy był sygnał. Za tym pierwszym razem. Chyba był. Nie wiem. Później włączała się sekretarka.
Zadzwoniłam do babci z pracy. Strasznie się z nią pokłóciłam. Poprosiłam Adama o papierosa. Zapaliłam po dwóch miesiącach niepalenia. I zaczęłam szukać Taty. Obdzwoniłam szpitale, byliśmy też na izbie przyjęć w "Juraszu" i szpitalu wojskowym.
Wieczorem, już na Podolskiej, przejrzałam pocztę służbową. Były dwa mejle. W jednym z nich policja informowała o wypadku na ul. Fordońskiej, w którym zginął mężczyzna. W drugim o topielcu. Pamiętam, że Maciej Czerniak miał wtedy dyżur. Poprosiłam go, by zapytał, czy policja ustaliła tożsamość ofiar. Byłam roztrzęsiona. Zadzwoniła do mnie jedna z rzeczniczek prasowych i powiedziała, że to nie był mój Tata.
Znalazłam w internecie numer do pracodawcy Taty. Zadzwoniłam. Był bardzo zmartiowny, bo 18 grudnia 2011 roku był niedzielą handlową, a Tata nie pojawił się w pracy. Nigdy wcześniej tego nie robił. Choćby nietrzeźwy, ale zawsze szedł do pracy.
Zasnęłam około 3 nad ranem.
O 8 obudził mnie telefon od Gosi. Zapytała, jak Tata ma na imię. Okazało się, że w piekarni przy Wojska Polskiego ekspedientka rozmawiała z kimś przez telefon i powiedziała: "Jurek zaginął".
Był poniedziałek - 19 grudnia.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
...
Rok temu była sobota. Miałam dużego kaca po imprezie u Asi. Pamiętam, że przed południem pojechaliśmy z Martą i Pawłem do Osówca po choinki. Marcia była wtedy smutna po pierwszej wizycie u ginekologa. Martwiła się o Kruszynkę. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że będzie chłopczyk. Wieczorem posprzątałam w domu i ubrałam choinkę. I chyba poszłam spać. Nie pamiętam.
Tatuś był u dziadków na Leśnym. Ostatni raz w życiu. Gdy szukałam Go w poniedziałek, dowiedziałam się, że około godziny 22 dzwonił do swojego kolegi taksówkarza, ale ten nie odebrał telefonu. Bo Tata był troszkę uciążliwy po alkoholu. I dlatego on nie odebrał. Może, gdyby odebrał, Tata by żył.
Wrócił do domu nad ranem. Na chwilkę. I potem zniknął. Około szóstej rano dzwonił do swojego kuzyna - Tomka. Ale Tomek też nie odebrał. Pewnie spał. A potem Tatuś już nie odbierał telefonu.
Była niedziela - 18 grudnia.
Tatuś był u dziadków na Leśnym. Ostatni raz w życiu. Gdy szukałam Go w poniedziałek, dowiedziałam się, że około godziny 22 dzwonił do swojego kolegi taksówkarza, ale ten nie odebrał telefonu. Bo Tata był troszkę uciążliwy po alkoholu. I dlatego on nie odebrał. Może, gdyby odebrał, Tata by żył.
Wrócił do domu nad ranem. Na chwilkę. I potem zniknął. Około szóstej rano dzwonił do swojego kuzyna - Tomka. Ale Tomek też nie odebrał. Pewnie spał. A potem Tatuś już nie odbierał telefonu.
Była niedziela - 18 grudnia.
piątek, 14 grudnia 2012
...
Czuję spore napięcie. To się oczywiście odbija na osobach z mojego otoczenia, choćby na znajomych z pracy, z którymi spędzam większość dnia. Zdaję sobie ze wszystkiego sprawę. Ale przed wybuchem smutku, który nastąpi pewnie 19 grudnia, bardzo łatwo wpadam w złość. Regularnie słyszę, że za dużo przeklinam i skąd we mnie taka ordynarność. Potem, w chwilach opamiętania, jest mi tak strasznie wstyd. Z drugiej strony liczę jednak na zrozumienie, ale nikomu tego nie komunikuję.
środa, 12 grudnia 2012
...
Usiadłam dziś z przodu autobusu, tuż za kierowcą. Nie chciało mi się obserwować ludzi. Ani ich słuchać. Po poniedziałku zniechęciłam się do pasażerów komunikacji miejskiej. Siedząca obok mnie kobieta co chwilę wydzwaniała do różnych znajomych i za każdym razem ubierała w te same słowa komunikacyjny paraliż. Nie miałam mp3, więc po prostu musiałam tego wysłuchiwać. A mówiła tak głośno, że nawet, gdybym nie chciała... Dowiedziałam się między innymi, że miała jechać do Poznania i całe szczęście - zmieniła nieco wcześniej plany, że jej koleżanki z pracy też się spóźnią, że jest dramat (to słowo padało regularnie), nie wyjechała jeszcze z Fordonu. Zastanawiam się, dlaczego ludzie mają aż tak silną potrzebę dzielenia się z obcymi swoim życiem. Jakby nie wystarczało im, że wiedzą swoje, cieszą się tym lub nie, otrzymują z tego lepsze lub gorsze doświadczenia, nie wiem - wnioski, naukę. Potrzebują pojawić się ze swoim życiem w głowach innych ludzi. Wręcz narzucają się. Tylko pytanie, dlaczego? Może osoby z najbliższego otoczenia nie chcą tego słuchać. Chociaż dla mnie to nie powód, aby męczyć niezainteresowanych cudzymi sprawami ludzi (na przykład podróżujących akurat autobusem). Trochę mnie to wkurza. Jestem ciekawa, jaką obelgę pod swoim adresem usłyszałabym, zwracając uwagę takiemu "ekstrawertykowi".
poniedziałek, 10 grudnia 2012
...
Czuję, że ta chrzaniona rocznica się zbliża. Przed chwilką wróciłam od Marty. I o ile dotychczas świetnie radziłam sobie z przystankiem przy Powstańców Warszawy, na którym wysadzałam Tatę, gdy jeździł do dziadków, o tyle dziś było mi trudno. Bo oczywiście pomyślałam sobie, że rok temu... Że za chwilę będzie rok od soboty, podczas której ostatni raz odwiedził swoich rodziców. A dalej to już idzie samo - jak się wtedy czuł, o czym myślał i tak dalej. Dochodzą jeszcze myśli o Mamie, o którą też zaczynam się martwić, bo pewnie nie czuje się teraz najlepiej.
Chciałabym, aby już było po 19. grudnia. I po 18., i po 15.
Chciałabym, aby już było po 19. grudnia. I po 18., i po 15.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
...
Sporo o Tobie myślę ostatnio. Zastanawiam się, co czułeś rok temu. Co czułeś rok temu 3 grudnia. Byłeś pewnie w pracy. Ja chyba też. Nie wiem, może myślałeś o mnie. Zastanawiałeś się, czy Cię kocham, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyście kochali się z mamą, gdybym miała rodzeństwo, gdybyś miał inną pracę, gdybym mieszkała z wami, w Forodnie. A może po prostu nie myślałeś już o tym, jak by było gdyby, tylko jak poradzić sobie z cierpieniem.
Wiesz Tato, najgorsze, co mogłeś zrobić i co ostatecznie zrobiłeś, to tłamszenie wszystkiego w sobie. Zostawiłeś to dla siebie. Nie powiedziałeś nic, ani słowa. A ja nie zapytałam. Odszedłeś a ja żyję w poczuciu winy. I tęsknię za Tobą. Tak bardzo, bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.
Za chwilę - 15 grudnia - minie rok, odkąd widziałam Cię ostatni raz w życiu.
Wiesz Tato, najgorsze, co mogłeś zrobić i co ostatecznie zrobiłeś, to tłamszenie wszystkiego w sobie. Zostawiłeś to dla siebie. Nie powiedziałeś nic, ani słowa. A ja nie zapytałam. Odszedłeś a ja żyję w poczuciu winy. I tęsknię za Tobą. Tak bardzo, bardzo chciałabym się do Ciebie przytulić.
Za chwilę - 15 grudnia - minie rok, odkąd widziałam Cię ostatni raz w życiu.
niedziela, 2 grudnia 2012
...
Bardzo niepewnie się dziś czuję. Wystarczył jeden głupi sen i dwa zdania - wypowiedziane być może przypadkiem. To mój odwieczny problem przewrażliwienia. Gdyby ludzie wiedzieli, jak łatwo mogą mnie zranić, gdyby choć raz to poczuli, zachowaliby większą ostrożność. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ale jeszcze bardziej chciałabym nabrać pewności siebie i innych.
śliczne
śliczne
piątek, 30 listopada 2012
...
Już tyle czasu minęło od Szkocji, a ja jeszcze nie obejrzałam Drive'a. Za chwilę grudzień. Dziś andrzejki, czy tam Andrzejki (raczej to pierwsze). Rok temu byłam z Gośką w jakiejś knajpie przy Dworcowej. I pamiętam, że jak wróciłam do domu, czyli na Podolską, płakałam straszliwie, oj bardzo. Bo tak sobie pomyślałam o Tobie, Tato. Zastanawiałam się, gdzie jesteś, jak trafisz do domu, jak bardzo samotny się czujesz i dlaczego. Pamiętam nawet, w co byłam wtedy ubrana. Dziś czuję się spokojnie. Ale na wspomnienie tego czasu sprzed roku robi mi się źle. No pewnie lepiej byłoby nie wspominać. Jakie to dziwne, Tato, że Ciebie nie ma.
Z "Drive'a": http://www.youtube.com/watch?v=-DSVDcw6iW8
Z "Drive'a": http://www.youtube.com/watch?v=-DSVDcw6iW8
poniedziałek, 26 listopada 2012
...
Czekając aż wydawca przerysuje stronę, zastanawiam się... Albo dobra, nieważne.
Kocham Cię, Tato
Kocham Cię, Tato
czwartek, 22 listopada 2012
...
Im bliżej 19 grudnia, tym więcej myśli. Smutek i żal mieszają się ze złością na Tatę. Coraz częściej zadaję sobie pytanie, jak mógł.
poniedziałek, 19 listopada 2012
...
Dokładnie za miesiąc minie rok od Twojego odejścia. Przypomniała mi o tym elektroniczna tablica na wieżowcu byłego Rometu. Tak sobie pomyślałam, że rok temu musiałeś już bardzo cierpieć.
czwartek, 15 listopada 2012
...
Cudowna rozmowa o człowieku. Z natury dobrym, otwartym, autentycznym. Zastanawiałyśmy się wczoraj, czy - i jeśli tak, to jak długo - da się to zachować. Kurczę, mam tyle myśli, że nie wiem, od czego zacząć i czy w ogóle potrafię zacząć. Może inaczej - jestem spokojna. Gdy obserwuję najbliższe mi osoby, jestem spokojna i wręcz - szczęśliwa.
Tatuś, a to piosenka dla Ciebie. Tak troszkę ode mnie, ale za pośrednictwem Marty :)
łagodzi i koi
A, i zobacz sobie Bydgoszcz, Tatuś.
http://theveryphoto.blogspot.com/2012/11/fog-can-make-city-so-quiet-bydgoszcz.html
Tatuś, a to piosenka dla Ciebie. Tak troszkę ode mnie, ale za pośrednictwem Marty :)
łagodzi i koi
A, i zobacz sobie Bydgoszcz, Tatuś.
http://theveryphoto.blogspot.com/2012/11/fog-can-make-city-so-quiet-bydgoszcz.html
poniedziałek, 12 listopada 2012
...
Zaczęło się od rozmów o bogu. Kolega T. nie wierzy i pisze o tym książkę. Jeszcze nie wiem, czy ją przeczytam. Potem przeszliśmy do życia po życiu. Żona jego kumpla odeszła z własnej woli. - Pierwsze, o co mnie zapytał, to czy będzie potępiona - opowiadał T. - Nie martwił się o czwórkę dzieci, które zostały bez matki. Myślał tylko o jej potępieniu.
T. nie wspominał nic o poczuciu winy tego mężczyzny. Podsumował wątek stwierdzeniem, że osoby decydujące się na samobójstwo, są bardzo odważne. Głównie w kontekście wiary.
Wreszcie zapytał, czy wierzę. - Tak, w to, że moja dusza nie zgaśnie po śmierci - odparłam, dając jednocześnie do zrozumienia, że nie potrzebuję polemiki w tym temacie. Nie było.
T. wyszedł na chwilę z kuchni. - Wiesz, gdyby nie pewność, że mój Tata jest w gdzieś indziej, w dobrym, ładnym, bezpiecznym i spokojnym miejscu, nie byłabym dziś taka - zagadnęłam do R. - To dla mnie bardzo ważne.
- Przykro mi Martuś, ja w to nie wierzę - powiedział delikatnie R. - Po śmierci zachowuję człowieka tu - dodał, wskazując serce.
Nie wiem, dlaczego o tym piszę. Być może dlatego, że rozmowa była trudna, emocjonująca, ale przede wszystkim - odkrywcza. Od śmierci Taty nie rozmawiałam z nikim o bogu. Pojawiał się tylko temat metafizyki w ogóle. Przy okazji tej dyskusji, zadałam sobie pytanie: "Dlaczego to jest dla mnie tak ważne?". I od razu zauważyłam, że - no właśnie - chodzi o mnie. To jest ważne dla mnie. Bo mi pomaga, stanowi punkt odniesienia, pozwala czuć, że Tata jest blisko, koi, gdy wracają myśli o niewykorzystanym czasie.
I, co oczywiste, nie każdy musi w to wierzyć. Ale czuję się dobrze, gdy nie ma krytyki, miejsce której zajmuje zrozumienie. Uwielbiam tę różnorodność świata. I ludzi, którzy mądrze ją przyjmują.
czwartek, 8 listopada 2012
...
Dzięki temu wszystkiemu, co się ostatnio dzieje, wyprawy do Fordonu przestały mnie drażnić. Do tego stopnia, że będąc tam, nie myślę już tylko o powrocie do Śródmieścia. Powoli zanika granica, która dzieliła moją Bydgoszcz po śmierci Taty. Może inaczej - zanika jedna z granic. Bo kilka zostało.
niedziela, 4 listopada 2012
...
Tatuś, nawet nie wiesz, ile radości sprawił mi fakt, że zupa wyszła taka pyszna. W miniony piątek, po pracy, włączyłam sobie jazz, za oknem świeciło jesienne słonko.
I wyszła taka oto przesmaczna, przepyszna, rewelacyjna zupa dyniowa :)
I wyszła taka oto przesmaczna, przepyszna, rewelacyjna zupa dyniowa :)
Najpierw podelektowałam się zapachem gotującej dyni z papryką, cebulką i czosnkiem.
Potem zblendowałam wszystko i wiedziałam już, że wyszło cudnie :)
Dodałam przyprawy, odrobinę śmietany i suszonej pietruszki. No i zobacz sam :)
piątek, 2 listopada 2012
środa, 31 października 2012
...
Co roku 1 listopada jeździłeś do Piły, do wujka Janka. Widzisz Tatuś, pierwszy raz Cię tam zabraknie. Ja też nie pojadę. Nie będzie mnie również u Andrzeja. Przyjadę tylko do Ciebie. Zrobię to, ponieważ nie chcę, aby było Ci smutno. Bo tak sobie wyobrażam, że być może zobaczysz, jak do innych przyszli ukochani krewni, a do Ciebie nie dotarła Twoja córka. I wtedy będzie Ci przykro. Dlatego na pewno przyjadę. Tylko nie mogę Ci obiecać, że moje skupienie będzie pełne. Nie potrafię się wyłączyć, gdy dookoła gwarno i tłoczno.
poniedziałek, 29 października 2012
...
Jakie to cudne, cudne, cudne Tato patrzeć, jak Igor się uśmiecha :):):) I cudnie przyglądać się jego rodzicom, którzy odkryli właśnie, że "kosi kosi" bawi ich Maluszka :)
I cudnie też siedzieć w jednym pokoiku z ukochaną przyjaciółką, która tak swobodnie robi te swoje papierowe cudeńka, popijając naleweczkę :)
I cudnie też siedzieć w jednym pokoiku z ukochaną przyjaciółką, która tak swobodnie robi te swoje papierowe cudeńka, popijając naleweczkę :)
czwartek, 25 października 2012
...
To, że myślę o Tobie rzadziej, nie jest podobno niczym złym. Oznacza powrót do normalności po Twoim odejściu. I oznacza też, że czas łagodzi ból. Te wszystkie hasła: "Musisz żyć dalej!" przechodzą teraz w "Chcesz żyć dalej - ładnie i dobrze". Zastanawiałam się, czy to nie za szybko. Bo mija dopiero 10 miesiąc, a ja staję na nogi (przynajmniej na to wygląda). I wiesz Tato, zadałam sobie pytanie, dlaczego. Odpowiedź brzmiała: "Bo nie byłeś mi tak bliski za życia". Odkąd wyprowadziłam się z Fordonu, nasze kontakty mocno przygasły. Ale to nie moja wina, Tato!!!!!!!!!! Mam nadzieję, że już to wiesz. Byłam i jestem tylko Twoim dzieckiem. Waszym. Twoim i mamy. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo zależało mi na tym, abyście byli razem szczęśliwi. Nie umiałam sobie tego wyobrazić. Po prostu chciałam. Ale ... no... nie udało się. Jako dziecko, a potem kobieta, nie potrafiłam pozbyć się poczucia odpowiedzialności za Wasze szczęście. To było nieustanne krążenie myśli wokół Ciebie i mamy jako dwóch osobnych jednostek. Jak Wam pomóc, jak zadowolić jedno, by drugie nie poczuło się gorzej, jak okazać miłość, tkwiąc w poczuciu nieuzasadnionej winy?
To, czym nasiąkłam jako dziewczynka, pozostało we mnie do dziś Tato. Czyli takie staranie, aby innym było dobrze, nawet kosztem mojego szczęścia. Bieganie wokół ludzi i kontrolowanie, czy ich uczucia wobec mnie nie uległy zmianie. Wielka niepewność siebie... Taki człowiek musi się nauczyć wielu rzeczy, zasad współżycia z ludźmi. Dopiero zaczynam, Tato. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy.
To, czym nasiąkłam jako dziewczynka, pozostało we mnie do dziś Tato. Czyli takie staranie, aby innym było dobrze, nawet kosztem mojego szczęścia. Bieganie wokół ludzi i kontrolowanie, czy ich uczucia wobec mnie nie uległy zmianie. Wielka niepewność siebie... Taki człowiek musi się nauczyć wielu rzeczy, zasad współżycia z ludźmi. Dopiero zaczynam, Tato. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy.
poniedziałek, 22 października 2012
piątek, 19 października 2012
...
Martuś przysłała mi wczoraj smsa ze ślicznym cytatem: "Jeśli życzysz sobie, żeby coś się stało, to musisz się zatroszczyć o to, żeby się stało - wymamrotało zimowe jagnię i zadumane obgryzło jakiś korzeń".
Kurczę, tylko nadal nie bardzo wiem, co to znaczy zatroszczyć się. Pewnie dopomóc szczęściu. Jak? Jak? Jak? :)
pytam, słuchając tego :)
Kurczę, tylko nadal nie bardzo wiem, co to znaczy zatroszczyć się. Pewnie dopomóc szczęściu. Jak? Jak? Jak? :)
pytam, słuchając tego :)
czwartek, 18 października 2012
...
Cześć Tatuś, mam nadzieję, że wynik wczorajszego meczu był dla Ciebie ładnym prezentem urodzinowym :) Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zremisowaliśmy. Kurczę! :)
Przepraszam, że kolejny raz nie złożyłam Ci życzeń, na które zasługujesz. Nie dałam rady. Za każdym razem, gdy próbowałam coś napisać, zaczynałam płakać. Myślałam o Tobie przez cały dzień.
Kocham Cię.
Przepraszam, że kolejny raz nie złożyłam Ci życzeń, na które zasługujesz. Nie dałam rady. Za każdym razem, gdy próbowałam coś napisać, zaczynałam płakać. Myślałam o Tobie przez cały dzień.
Kocham Cię.
środa, 17 października 2012
wtorek, 16 października 2012
...
Wiesz Tato, no nie mogę sobie przypomnieć Twoich ubiegłorocznych urodzin. Chyba przyjechałam do Fordonu, jak zwykle bez prezentu dla Ciebie. Ty pewnie poszedłeś do cukierni po ciasto. Zrobiliśmy kawę i siedzieliśmy w dużym pokoju. To było rok temu, Tatuś. Jeszcze wtedy byłeś. A teraz Ciebie nie ma. Nie ma Cię Tato. Nie wyjechałeś, nie wrócisz. To takie trudne.
poniedziałek, 15 października 2012
...
Opiekuje się Kruszynką, pierze, prasuje, gotuje, sprząta. I ma jeszcze czas na zrobienie apteczki dla swojej chorowitej przyjaciółki :) http://malowanyogrod.blogspot.com/
Kocham Cię, Tatuś :*
Kocham Cię, Tatuś :*
środa, 10 października 2012
...
Uwielbiam je, Tato :) I oczywiście zaraz będzie: "Ty, a co ty za zdjęcia wstawiłaś! Weź to usuń" :) Od razu odpowiadam - nie usunę :) Nara! :) :*
poniedziałek, 8 października 2012
...
Symbolicznie traktuję początek tygodnia jako odcięcie od niedalekiej przeszłości. Z reguły tak robię. Ale dziś zwłaszcza. Chciałabym tylko, aby już była niedziela, 14 października. Albo jeszcze dalej.
Tak strasznie stęskniłam się za Gosią, Tato.
Tak strasznie stęskniłam się za Gosią, Tato.
niedziela, 7 października 2012
piątek, 5 października 2012
...
Waldek powiedział dziś, Tato, że wchodzę już na poziom dziennikarstwa, na którym widać efekty mojej dotychczasowej pracy. Chodzi o to, że pisząc przez te cztery lata, zdobyłam zaufanie osób, które teraz same zgłaszają się do mnie z interesującymi tematami. Bez tego zaufania nie byłoby mowy o niektórych tekstach. I wiesz, ja sobie nawet nie zdawałam z tego sprawy. Ale rzeczywiście - przecież ci ludzie informują mnie czasami o takich rzeczach...
I tak mi miło, Tato. Bo fajnie jest usłyszeć od kierownika słowa, które automatycznie motywują do rozwoju. Ale najbardziej cieszy mnie fakt, że zdobyłam zaufanie. To wielki sukces. Przyznaję - powód do zadowolenia.
I tak mi miło, Tato. Bo fajnie jest usłyszeć od kierownika słowa, które automatycznie motywują do rozwoju. Ale najbardziej cieszy mnie fakt, że zdobyłam zaufanie. To wielki sukces. Przyznaję - powód do zadowolenia.
poniedziałek, 1 października 2012
...
Dzień dobry, Tato. Oto fragment mojego sierpnia.
Bydgoszcz - Warszawa - Toruń - Bydgoszcz - ...
najlepiej słuchając tego
Z drogi powrotnej do Bydgoszczy. Cudem zdążyliśmy na ten autobus :)
:) :*
Bydgoszcz - Warszawa - Toruń - Bydgoszcz - ...
najlepiej słuchając tego
Z drogi powrotnej do Bydgoszczy. Cudem zdążyliśmy na ten autobus :)
:) :*
Miss You :*
sobota, 29 września 2012
...
Mam małe kłopoty finansowe. I strasznie mnie to wkurza. Martwi. Chciałabym mieć pieniądze na wyjazd do Torunia, na gorącą czekoladę z ul. Szerokiej, na piernika z Dworu Artusa. Chciałabym kupić sobie ładną sukienkę, iść do kosmetyczki. Napić się kawy w Baba Cafe. Chciałabym mieć ładną białą sofę.
wtorek, 25 września 2012
...
Idzie jesień. Dupna jesień. Wszystko podobne do zeszłego roku. Chyba będę musiała poprzestawiać meble. I przemalować ściany, na przykład na taki delikatny róż albo może właśnie jakiś wyraźny kolor. Nie wiem. Nie chcę jesieni, boję się jej.
poniedziałek, 24 września 2012
...
Tato znowu często mi się śni. Ale to niekoniecznie miłe sny. Dziś rano jechałam do pracy z Fordonu. I na wysokości Wiślanej tak sobie pomyślałam, że o tej godzinie byłby przecież w pracy. Okrutnie bolą takie myśli. Wcale ich nie chcę.
środa, 19 września 2012
...
Jakiś czas temu Moniczka poszła z nami na papieroska. I porobiła śliczne zdjęcia. Jedno z nich:
Taki dziwny czas, Tato. Nie wiem, czy zrozumiesz i nie wiem, czy nie jestem już nudna, pisząc to kolejny raz, ale wyjechałabym gdzieś na dłużej. Najchętniej bez komputera i bez telefonu. Chyba troszkę po to, aby odpocząć, ale też troszkę po to, aby potęsknić sobie za tym, co mam na co dzień.
Jestem odrobinkę zmęczona. To niedobrze. Bo za niecały miesiąc Twoje urodziny. Dziwnie tak. Wiesz, zupełnie nie pamiętam Twoich ubiegłorocznych urodzin. Nie wiem, czy coś Ci kupiłam. Nie wiem nawet, czy widzieliśmy się tego dnia.
Taki dziwny czas, Tato. Nie wiem, czy zrozumiesz i nie wiem, czy nie jestem już nudna, pisząc to kolejny raz, ale wyjechałabym gdzieś na dłużej. Najchętniej bez komputera i bez telefonu. Chyba troszkę po to, aby odpocząć, ale też troszkę po to, aby potęsknić sobie za tym, co mam na co dzień.
Jestem odrobinkę zmęczona. To niedobrze. Bo za niecały miesiąc Twoje urodziny. Dziwnie tak. Wiesz, zupełnie nie pamiętam Twoich ubiegłorocznych urodzin. Nie wiem, czy coś Ci kupiłam. Nie wiem nawet, czy widzieliśmy się tego dnia.
czwartek, 13 września 2012
...
Nie wiem, skąd to się bierze, dlaczego teraz, po co... Ale zasypiając, myślę o Tacie. To znaczy, w ogóle - bardzo dużo o Nim myślę ostatnio. Zastanawiam się, co by zrobił, jak by się zachował. Na przykład wracam wczoraj z piekarni, idę ul. Zamoyskiego. Chodnik jak zwykle zastawiają samochody. Piesi muszą ustępować sobie pierwszeństwa. I mnie to wkurza - że muszę ustępować pierwszeństwa albo zwalniać, bo akurat idzie przede mną starsza babka z zakupami, której nigdzie się nie spieszy. I tak sobie myślę, że Tato by się nie wkurzał. Poczekałby cierpliwie, aż nadarzy się okazja, by spokojnie wyprzedzić tę kobietę. On by nie przewracał oczami, nie wzdychałby ostentacyjnie, okazując tym samym swoje niezadowolenie. Tato przyjmował świat... tak ładnie.
Mam teraz taki dzwiny czas. Za chwilę minie kolejny miesiąc mojego życia bez Taty. Albo coś zaczyna docierać, albo ... no nie wiem. Tęsknota za nim jest coraz silniejsza.
Mam teraz taki dzwiny czas. Za chwilę minie kolejny miesiąc mojego życia bez Taty. Albo coś zaczyna docierać, albo ... no nie wiem. Tęsknota za nim jest coraz silniejsza.
środa, 12 września 2012
...
Tatuś, obrałyśmy z Agatą bajeczny kierunek. Otóż pojedziemy do Luzina - oazy luzu i spokoju :) Potrzeba nam tylko volkswagena T2 :) Jej, gdyby to wypaliło (już nawet bez tego volkswagena), byłoby wspaniale! :) Po prostu widzę, jak sobie jedziemy! Widzę te nasze uśmiechy, wygłupy i beztroskę :) Niech żyje LUZINO!
Google pokazuje trasę przez autostradę, ale jak słusznie zauważyła Agata, skoro jedziemy do Luzina, trzeba się luzować, nawet po drodze :) A na autostradzie różnie bywa. Dlatego śmigniemy przez piękne okolice Borów Tucholskich, Kartuz i Kościerzyny. A jak się już wyluzujemy w Luzinie, pojedziemy na zakupy do Ikei :)
A to ten samochodzik :)
Google pokazuje trasę przez autostradę, ale jak słusznie zauważyła Agata, skoro jedziemy do Luzina, trzeba się luzować, nawet po drodze :) A na autostradzie różnie bywa. Dlatego śmigniemy przez piękne okolice Borów Tucholskich, Kartuz i Kościerzyny. A jak się już wyluzujemy w Luzinie, pojedziemy na zakupy do Ikei :)
A to ten samochodzik :)
poniedziałek, 10 września 2012
...
Tato, plan jest taki, że za 25 lat jedziemy z Martą na Kanary. Same, bez facetów. Będziemy podrywać młode ciacha i oszałamiać je swoją bezpruderyjnością :) Dwie dojrzałe, zdystansowane babeczki :) A potem wrócimy do swoich - mężów, dzieci i może już wnuków. Odczekamy odpowiedni czas i kiedyś im opowiemy cośmy tam robiły. Oczywiście same będziemy wspominać to znacznie częściej, przy każdej okazji z dobrą naleweczką lub winkiem :)
...
Tatuś, nie mogłam się powstrzymać :)

Sierściuch*12:35:11czy pan profesor kazał mnie pozdrowić?
Marta12:35:17serdecznie
Sierściuch*12:35:23 dziękuję :D
Marta12:35:31powiedział: "Kłaniam się nisko po samo kolanisko" :D:D:D:12:36:01hmmm, ale ja nie mam kolaniska, tylko kolanko

:/
12:36:09co on moje nogi obraża!12:36:28kolanisko jak brzuszysko, ma pejoratywne zabarwienie:/12:36:34dopiero teraz się skapnęłam12:36:38musze to wyprostować :/
Sierściuch*12:36:52może miał na myśli swoje kolanisko?
Marta12:37:03a, racja, może
Sierściuch*12:37:07
:D
Marta12:37:09
:D:D:D:
Sierściuch*12:37:12ale ty jesteś głupia :D
Marta12:37:15
:P
Sierściuch*12:35:11czy pan profesor kazał mnie pozdrowić?
Marta12:35:17serdecznie
Sierściuch*12:35:23 dziękuję :D
Marta12:35:31powiedział: "Kłaniam się nisko po samo kolanisko" :D:D:D:12:36:01hmmm, ale ja nie mam kolaniska, tylko kolanko
:/
12:36:09co on moje nogi obraża!12:36:28kolanisko jak brzuszysko, ma pejoratywne zabarwienie:/12:36:34dopiero teraz się skapnęłam12:36:38musze to wyprostować :/
Sierściuch*12:36:52może miał na myśli swoje kolanisko?
Marta12:37:03a, racja, może
Sierściuch*12:37:07
:D
Marta12:37:09
:D:D:D:
Sierściuch*12:37:12ale ty jesteś głupia :D
Marta12:37:15
:P
piątek, 7 września 2012
...
Wiesz Tato, tak się zastanawiam, czy ludzie, którzy czytają gazetę, pomyśleli chociaż raz o tym, jak powstaje tekst do druku. Jak, w jakich warunkach, w jakim stanie emocjonalnym. Ale chyba nie. Zresztą trudno się dziwić. Ludzie traktują dziennikarza jak maszynkę do redagowania tekstów. "Ja chcę przeczytać, a ty mi o tym napisz". Bardzo prosta zależność, której można oczekiwać w układzie czytelnik - dziennikarz. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie poszła ciut dalej. Albo po prostu - w ciut innym kierunku. Ciekawszym, jak sądzę.
Bo dziennikarz to przede wszystkim człowiek, który tak samo jak wszyscy - ma swoje lepsze i gorsze dni. Dlatego czasami siada do pisania tekstu bardzo zmęczony, czasami "wczorajszy", czasami smutny, przygnębiony. Musi zredagować prosty artykuł, co teoretycznie powinno zająć pół godziny, a przeciąga się do trzech. Bo na przykład dzień wcześniej jego życie prywatne wywróciło się do góry nogami. Albo po prostu wydarzyło się coś, co wbiło w fotel. I myśli sobie: "Jezus, napiszę to jak najszybciej i wyjdę stąd w cholerę". Czasami się udaje, czasami nie. Tak czy inaczej tekst musi powstać. Pisze więc, po drodze odbiera kilka telefonów, idzie zapalić papierosa, przyjmuje kolejne zlecenia. Myśli krążą wokół artykułu, wokół własnego życia, wokół chęci wyjścia z redakcji. Wreszcie stawia ostatnią kropkę. Powstał tekst, który w żadnym fragmencie nie zdradza tego wszystkiego, co towarzyszyło podczas jego pisania. Czytelnik rzuca na to okiem i albo przeczyta, albo nie. Gdyby znał kuluary, przeczytałby na pewno. I kto wie, może pomyślałby sobie: "Kurczę, jak on to zrobił, jak zdołał napisać. Ja bym nie dał rady".
czwartek, 6 września 2012
...
I troszkę mi dziś smutno, Tato. Dlatego... wiadomo.
Na Skye. Z Ukim. Jedna z krótkich przerw podczas wspinaczki na The Old Man of the Storr.
"O, tam jest Nessie" :)
Na Skye. Z Ukim. Jedna z krótkich przerw podczas wspinaczki na The Old Man of the Storr.
"O, tam jest Nessie" :)
Nad Loch Ness. A stamtąd wracaliśmy już do Edynburga. Dłuuuuga droga na resztkach paliwa :) Na szczęście znaleźliśmy stację w Stirling.
...
Uwielbiam początek września. Jest tak orzeźwiająco po sierpniowych upałach. Od rana do pokoju wpada chłodne, pięknie rozbudzające powietrze. Za oknem słonko. Dzieciaki wróciły już z wakacji, na mieście znowu zrobiło się tłoczno i gwarno. Naprawdę to lubię.
A to takie małe odkrycie dzisiejsze - dla Ciebie, Tatuś. Kocham Cię i tęsknię za Tobą jak cholera :(
Tego będę słuchała, spacerując dziś po mieście
A to takie małe odkrycie dzisiejsze - dla Ciebie, Tatuś. Kocham Cię i tęsknię za Tobą jak cholera :(
Tego będę słuchała, spacerując dziś po mieście
środa, 5 września 2012
...
No i widzisz Tato, tak sobie właśnie myślę, że chciałabym wiedzieć, jak Ci się podoba moja nowa fryzura. Tu metafizyka nam nie pomoże. Kurczę ;(
poniedziałek, 3 września 2012
...
Pamiętasz Tatuś 6 sierpnia? Akcja z pierścionkiem :) No to teraz mamy z Aśką taki mały zwyczaj, że szóstego każdego miesiąca... :) Aśka dziś mi przypomniała :)

Pluteczka11:19:31a wiesz co jest za trzy dni?
Marta11:21:11aaaaaaa:):):):)
Pluteczka11:21:17noo11:21:19
:)
Marta11:21:23jaki to dzień?
Pluteczka11:21:28czwarteczek11:21:32czyli dla mnie11:21:35tradycyjnie
Marta11:21:46to musimy zrobić tak: najpierw idziemy na wyspę, a potem ja jadę do fordonu :)11:21:50aaaa, racja
Pluteczka11:21:58oks11:21:59
:)
Marta11:22:05ale idziemy w nasze miejsce!!!!!
Pluteczka11:22:10no ofkors11:22:15z butelką coli
Marta11:22:16Ogio, Koleczka i fajeczki :)
Pluteczka11:22:17
:)
Marta11:22:19tak tak tak :D:D:
Pluteczka11:22:23hihi11:22:28love you\
Marta11:22:33
<serce>
Pluteczka11:19:31a wiesz co jest za trzy dni?
:)
:)
:)
<serce>
Subskrybuj:
Posty (Atom)











