czwartek, 20 grudnia 2012

...

Po wszystkim. Dziś już nie wspominam. Może to z powodu dyżuru. Ale czuję, że data 19 grudnia była dla mnie barierą, którą po prostu pokonałam. Najprościej zobrazowałby to wszystko wykres z punktem kulminacyjnym właśnie wczoraj. Albo 18 grudnia, bo chyba gorzej zniosłam 18 grudnia. Jestem pewna, że Tatuś odszedł 18. Mimo że w akcie zgonu widnieje 19 grudnia.

1 komentarz:

  1. Ja już nawet nie pamiętałąm, że miałam dyżur. Chociaż całą resztę już tak. Nigdy nie poznałąm Twojego taty, a jednak przez ten rok bardzo dużo się o nim dowiedziałam. Szczerze - mam troche do niego pretensje, że Cię tak bez słowa zostawił. Widocznie nie potrafił inaczej. I mam nadzieję, że ten rok, ten cały cykl coś zmieni w końcu. Że nie będzie się powtarzał, że żałoba przemieni się we wspomnienia i doświadczenie. Bo choć cierpienie, smutek, melancholia są diabelnie twórcze, to jednoczesnie koszmarnie wyczerpujące. Mam wielka nadzieję, że teraz odsapniesz, Marciu!

    OdpowiedzUsuń