czwartek, 20 sierpnia 2015

...

W wielką radość i jeszcze większe wzruszenie wpędza mnie myśl, że mogę jeździć do mojego Dziadka kiedy tylko zechcę. To taki ukłon ze strony losu, na który nie ośmielałam się liczyć, ani tym bardziej - czekać. Nie pomyślałabym rok, dwa lata temu, że będę z Dziadkiem oglądać jego świadectwo czeladnicze wystawione 28 grudnia 1949 roku, czy książeczkę wojskową, z której dowiem się, że Jego ojciec, a mój pradziadek miał na imię Szczepan. Z każdej wizyty wynoszę coś nowego, odkrywam nowy fragment życia Dziadka, a tym samym - nie przesadzę, pisząc - buduję też swoją historię. W zasadzie nie potrafię do końca nazwać tego, co dają mi wizyty u Dziadka. Na pewno poczucie przynależności, takiego ugruntowania, hm, uziemienia. Dotychczas kwestie związane z rodziną kojarzyły mi się z niebytem, oderwaniem, teraz mam Dziadka, wiem, że moja historia ma jakiś początek, że jest bogactwo wspomnień.

Dziadziuś ma doskonałą pamięć, bez trudu przywołuje daty (dzienne!), pamięta naprawdę bardzo dużo. To zdumiewające! Opowiada o wszystkim z rozbrajającą naturalnością, nie koloryzuje wspomnień, po prostu mówi, jak było, kiedy było, gdzie i co czuł. Na przykład, gdy pewnego upalnego lata ubrany w czarną pelerynę i czarny kaptur, trzymając pod pachą te swoje obrazy przechodził przez Stary Rynek Rupniewski, Dziadziuś mój odwrócił wzrok, wstydząc się, że malarz go rozpozna i zagai. Bo to przecież obciach rozmawiać z takim dziwolągiem :) Dodam - z Rupniewskim znał się z biblioteki (obecnie jest to biblioteka wojewódzka na Starym Rynku), gdzie obaj pracowali. Dziadek mój jako introligator, a Rupniewski dorabiał, robiąc witraże i oczywiście malując.

sobota, 8 sierpnia 2015

...

Dobrze, nieważne.
S. ma rację. Wdech, wydech, wdech, wydech.
Dziękuję, S.

sobota, 1 sierpnia 2015

...

"Tam nie ma drzewa, na którym bym nie był" - opowiadał o Wzgórzu Dąbrowskiego mój Dziadziuś. Przez całe dzieciństwo i lata młodzieńcze mieszkał w kamienicy przy ul. Dąbrowskiego 5, całkiem niedaleko wieży ciśnień. Gdy byłam już na świecie, woził mnie w wózeczku po Wzgórzu. Musiałam mieć dwa lata, może ciut mniej. Gdzieś przy skrzyżowaniu ul. Dąbrowskiego z Filarecką znajdował się wtedy sklep papierniczy, przy którym Dziadziuś za każdym razem zatrzymywał się i pokazywał mi przez szybę zabawki :) Muszę to jeszcze zweryfikować, bo nie jestem pewna adresu tego sklepu.
Dziadek mój ukochany spędził więc znaczną część swojego życia na Szwederowie, w miejscu, gdzie jako nastoletnia dziewczyna spacerowałam z Babcią Marysią, nie wiedząc nawet, że gdzieś nieopodal znajduje się dom, w którym mieszkał Dziadziuś. Po Wzgórzu tym biegałam również podczas zajęć z wu-efu, chodziłam wówczas do II LO przy ul. Nowodworskiej.

Chciałabym zabrać tam Dziadka na spacer.