czwartek, 29 marca 2012

...

Tatuś, dziś trzeci w tym tygodniu dyżur. Jeśli trafię na powtórkę ze środy... :) Choć, jak pewnie sam przyznasz, dzień był wyjątkowo ciekawy i miły, mimo pożaru w Fordonie.
Wiesz, marzy mi się wyjazd nad morze. Teraz plaże są jeszcze w miarę puste. Walnęłabym się na piasku i gapiła w niebo.

wtorek, 27 marca 2012

...

Tatuś :*
Posłuchaj tego! !!! :)
Nie siedzę już w takich klimatach, ale od czasu do czasu bierze mnie :) Linka podesłał mi w weekend Kubiś. Po pierwszym przesłuchaniu (a to się rzadko zdarza) piosenka zaczęła za mną chodzić :) Plucia powiedziała dziś, że cała płyta jest kapitalna i, cytuję, "seksowna" :)
Sam oceń.

niedziela, 25 marca 2012

...

To ciastko ze Słowacji, Tatuś. Fotografowałam je z myślą o Tobie :) Już kiedyś pisałam Robertowi - równie smacznego nigdy nie jadłam. Nie przesadzam!
A wklejam to zdjęcie, bo pomyślałam, że Ci się spodoba. Jeszcze nie wiem, skąd ta myśl. Pewnie wkrótce wróci kolejne wspomnienie, które będzie odpowiedzią.


...

Udało mi się, Tatuś. Pojechałam wczoraj rowerem do Fordonu. Czekaj, zaraz Ci powiem, ile to kilometrów w jedną stronę :)
Google maps pokazuje, że 11,7 samochodem. Czyli ja zrobiłam jakieś 10, bo jechałam Kamienną i dalej Inwalidów :) Nieźle! Dojazd zajął mi około 50 minut. Z powrotem poszło trochę wolniej z uwagi na obciążony jedzeniem bagażnik :) Wiesz jak to jest u Mamy. Przecież nie wypuści mnie bez wałówki :)
Ty też bardzo lubiłeś przejażdżki rowerowe, nie? Pamiętam, jak latem któregoś roku, jeździliśmy sobie co niedzielę do Myślęcinka. Taka piękna trasa wiodąca przez las. Docieraliśmy na miejsce, Ty piłeś sobie piwko, ja coś tam jadłam i wracaliśmy na obiad do Fordonu. Czasami zahaczaliśmy o dziadków - Twoich rodziców. Uwielbiałam te niedziele.
Weekend mija mi pod znakiem piosenki...

cudowne

czwartek, 22 marca 2012

...

Tato Tato Tato! Kocham Cię tak bardzo! Tak bardzo chciałabym z Tobą porozmawiać!!!

...

Bogdan podesłał mi bardzo ładną wersję Twojej piosenki, Tatuś.

miłego słuchania :*

poniedziałek, 19 marca 2012

...

Śniłeś mi się dziś, Tato. Wiem tylko, że mi się śniłeś. Z samego snu niewiele pamiętam :(
Trzy miesiące temu też był poniedziałek, 19 grudnia. Nie opuszczaj mnie dziś! Nawet na chwilę.

niedziela, 18 marca 2012

...

Całkiem dobrze czułam się wczoraj w Kubryku, Tato. Oczywiście poza faktem, że ja w takim hałasie mało słyszę :) Osoby rozmawiające ze mną, po kilka razy powtarzają to, co powiedziały chwilę wcześniej. No i ten mój głos też niknie. Muszę się drzeć, co sprawia, że po prostu nie mam wręcz ochoty na jakiekolwiek rozmowy :)
Spotkałam Czachorka: taki pogodny jak zwykle, uśmiechnięty. Ucieszyło mnie to spotkanie jak cholera, ale  z uwagi na ... hałas :) rozmawialiśmy dosłownie chwilkę. Tylko potem rozglądałam się po klubie, żeby go zlokalizować. Zastanawiam się, dlaczego, bo tu żadne układy damsko-męskie nie wchodzą w grę. Nie wiem, być może Tomek jest jedną z osób, które w żaden sposób nie kojarzą mi się z Twoim odejściem. Jest jakby spoza tego grudniowego czasu. A może po prostu urzeka mnie jego pogoda ducha, urocza prostota. Nie wiem, Tatuś.
I jeszcze taka wyraźniejsza myśl z wczoraj - wyraźniejsza, bo dopadła mnie podczas tańca - Tato - chciałabym, by ta osoba, która podobno na mnie czeka, powolutku trafiała na moje ślady :) Tak samo jak ja chciałabym już odnajdywać tego człowieka :)
Kocham Cię :*

piątek, 16 marca 2012

Wiosna, Tatuś. Widać ją na ulicy. Ludzie wypełzli ze swoich domów. Są tacy rześcy i rozgadani. Zwłaszcza w Śródmieściu, gdzie nagle zaroiło się od grupek osób debatujących na temat pogody, dzieci dokarmiających gołębie czy śmigających ulicą Gdańską rowerzystów. Na Mostowej, jak co roku, pojawiła się ta babuleńka sprzedająca wykonane na szydełku maleńkie cuda.
A mnie przestały nawet denerwować osoby, które rozpychają się na chodniku i szturchają ramieniem (jak wiesz - w większości przypadków, mijając ludzi, to ja robię unik, dzięki któremu nie dochodzi do zderzenia). 
Aha, no i kupiłam sobie te tulipany. Ostatecznie wybrałam fioletowe. I dziś jeszcze takiego małego czerwonego kwiatka, ale nie pamiętam nazwy. W każdym razie doniczkowy.
Jutro rano, przed dyżurem, pójdę na targ (oczywiście z zamiarem kupienia kolejnej roślinki). Powdycham sobie przy okazji zapach poukładanych na straganach warzyw i owoców.
Kilka dni temu poszłam podczas pracy do sklepu (tego przy Zamoyskiego) po dwa jabłka. W kolejce za mną ustawili się jacyś młodzi mężczyźni. I jeden z nich z taką autentycznością i swobodą stwierdził: "Lubię zapach warzyw". Byłam wniebowzięta. Dawno nie słyszałam tak pięknego zdania z ust człowieka, którego nie znam.

czwartek, 15 marca 2012

...

Wiesz Tato, popłakałam się rano. Dokładnie trzy miesiące temu był czwartek (jak dziś zresztą). Około godziny 19 widzieliśmy się ostatni raz w życiu.

Tatuś, tak strasznie Cię kocham

wtorek, 13 marca 2012

...

Pani P. powiedziała, że moje ostatnie wahnięcia to tak naprawdę efekt upływu czasu. Tuż po śmierci Taty broniłam się (jak tylko mogłam), odsuwając niektóre myśli i wspomnienia. To podobno taka reakcja obronna organizmu. Polega na pełnym zmobilizowaniu sił do walki z nieopisanym smutkiem i wynikającym z niego przygnębieniem. A czas sprawia, że człowiek powoli ogarnia tę nieznośną sytuację. Stopniowo do głosu dochodzi to, co mniej lub bardziej świadomie - zagłuszałam. Tylko ten etap nie jest wcale łatwy. I nawet nie dlatego, że pojawiają się jakieś nowe wspomnienia czy kolejne, setne analizy. O ile jeszcze niedawno na ich podstawie budowałam nowy wizerunek Taty (bo na taki zasługuje, a mnie jest to bardzo potrzebne), to już obecnie każda niemal myśl o Nim sprawia mi ból. Na Słowacji, gdzie znalazłam się nagle w nowym otoczeniu, dostrzegałam w nieznanych mi ludziach podobieństwo do Taty: Milan - pracownik lotniska w Sliacu, miał identyczne rysy twarzy, uczesanie, kolor włosów... Potem jakiś facet z orkiestry, która przygrywała podczas kolacji, ktoś tam jeszcze... I tak bardzo uderzył mnie fakt, że oni żyją, a mój Tato już nie. Nawet pisząc to, odczuwam wielkie rozczarowanie, zdziwienie i chyba bunt; bunt przeciwko światu, który ośmiela się trwać bez mojego Taty.

niedziela, 11 marca 2012

...

Nigdy więcej nie przytulę się do Ciebie, Tato. Powoli, powolutku dociera do mnie fakt, że ... Ciebie nie ma.
Rzadziej zadaję sobie pytanie "Dlaczego?". Teraz wracam do 15 grudnia 2011 roku, kiedy widziałam Cię ostatni raz w życiu, kiedy poszliśmy razem na zakupy do Polo, odprowadziłeś mnie do samochodu, było już ciemno. I więcej nie pamiętam. Nic. Nie wiem, co wtedy mówiłeś. Ale chyba niewiele, bo jedyne, co zapadło mi w pamięć z tego dnia, to Twój smutek. Gdy przyjechałam do Fordonu, siedziałeś w fotelu, taki smutny i zmęczony. Pomyślałam, że pewnie ... wiesz, co pomyślałam.
I tak się cały czas zastanawiam, czy tego 15 grudnia, prawdopodobnie przytulając mnie, wiedziałeś, że już nigdy więcej się nie zobaczymy.

sobota, 10 marca 2012

...

Niesamowite, Tato, jak odległość wzmaga tęsknotę za ukochanymi osobami. Co dziwne, nie odczuwałam tego w ogóle podczas pobytu w Wilnie, Toskanii czy w Paryżu. A teraz... Na Słowacji już drugiego dnia nie mogłam doczekać się spotkania z Mamą, tego, że po powrocie do Polski zasnę w swoim dawnym pokoju, zjem rano przygotowane przez Nią śniadanie, po którym zaparzy pyszną kawę. I tak bardzo się ucieszyłam, gdy napisała smsa, że odbierze mnie z lotniska. A przecież gdy jestem w Bydgoszczy, nie widujemy się czasami ponad tydzień.
Stęskniłam się też za znajomymi z pracy, za tym redakcyjnym gwarem. Dziwne to, Tatuś.

A tu specjalnie dla Ciebie - piosenka, której słuchałam, gapiąc się na słowackie Tatry.
:* KOCHAM CIĘ

niedziela, 4 marca 2012

Rozmawiałam wczoraj z Jarkiem o porcie lotniczym w Bydgoszczy. I jakoś tak od słowa do słowa - zupełnie nieświadomie przypomniał mi, że przecież my, Tatuś, lecieliśmy kiedyś razem śmigłowcem :) To było bardzo dawno temu. Jakaś impreza w Fordonie, nie pamiętam okazji. Ale doskonale pamiętam, że wewnątrz tego śmigłowca zakładaliśmy na uszy słuchawki.
Coraz bardziej mi Ciebie brakuje. I coraz bardziej zaczyna mi brakować jakiegoś sygnału od Ciebie. Choć być może spacerowałeś ze mną w sobotę po Bydgoszczy, bo czułam się wyjątkowo spokojnie i bezpiecznie (mimo późnej pory). I słuchałam tego.

Kocham Cię

piątek, 2 marca 2012

...

Gdy do mnie dzwoniłeś, Tato, leciała ta piosenka - jedna z ukochańszych. Wiesz, nadal widniejesz w mojej książce telefonicznej. Choć przyznaję, że ... literka - "T"... Jeśli już muszę zadzwonić do kogoś spod "T", przeszukuję listę z przymrużonymi oczami.

to zresztą nadal mój dzwonek

czwartek, 1 marca 2012

...

Pamiętasz mój pierwszy komputer, Tato? Atari :) Wszystko na kasetach, zamiast myszki, joystick. Grywaliśmy sobie w niedziele, po lub przed obiadem. To były wyścigi samochodowe? Pamiętasz?
Albo jak mama robiła kurczaka w supertłustym sosie, stawaliśmy w kuchni przy garach i obżeraliśmy się chlebem maczanym w tym sosie :) Albo - i to jest mój numer jeden - jak bawiliśmy się w sklep :) Ja oczywiście sprzedawałam, a Ty byłeś jedną z moich maskotek :) Lada znajdowała się w przedpokoju, nieopodal drzwi. I pamiętam jedną taką zabawę, podczas której rozbawiałeś mnie do łez. Miałam wtedy może z cztery-pięć lat, ale do dzisiaj słyszę swój śmiech.

...

Zapomniałam dodać, że baaaardzo Cię kocham.