wtorek, 13 marca 2012

...

Pani P. powiedziała, że moje ostatnie wahnięcia to tak naprawdę efekt upływu czasu. Tuż po śmierci Taty broniłam się (jak tylko mogłam), odsuwając niektóre myśli i wspomnienia. To podobno taka reakcja obronna organizmu. Polega na pełnym zmobilizowaniu sił do walki z nieopisanym smutkiem i wynikającym z niego przygnębieniem. A czas sprawia, że człowiek powoli ogarnia tę nieznośną sytuację. Stopniowo do głosu dochodzi to, co mniej lub bardziej świadomie - zagłuszałam. Tylko ten etap nie jest wcale łatwy. I nawet nie dlatego, że pojawiają się jakieś nowe wspomnienia czy kolejne, setne analizy. O ile jeszcze niedawno na ich podstawie budowałam nowy wizerunek Taty (bo na taki zasługuje, a mnie jest to bardzo potrzebne), to już obecnie każda niemal myśl o Nim sprawia mi ból. Na Słowacji, gdzie znalazłam się nagle w nowym otoczeniu, dostrzegałam w nieznanych mi ludziach podobieństwo do Taty: Milan - pracownik lotniska w Sliacu, miał identyczne rysy twarzy, uczesanie, kolor włosów... Potem jakiś facet z orkiestry, która przygrywała podczas kolacji, ktoś tam jeszcze... I tak bardzo uderzył mnie fakt, że oni żyją, a mój Tato już nie. Nawet pisząc to, odczuwam wielkie rozczarowanie, zdziwienie i chyba bunt; bunt przeciwko światu, który ośmiela się trwać bez mojego Taty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz