Czytając tę książkę o przechodzeniu procesu żałoby, doszłam do
wniosku, że wiele moich uczuć dotyczących Taty przeanalizowałam jeszcze
za Jego życia. W liście, który wrzuciłam do miejsca pochówku, napisałam
wszystko, czego nie zdążyłam Mu powiedzieć. Nie wiem, czy można nazwać
to pożegnaniem. Ale po pogrzebie poczułam się lepiej, spokojniej,
poczułam ulgę.
Teraz płacz pojawia się w chwilach, w których wspominam Tatę: jak bawił się z małym Kubusiem, podlewał te swoje pelargonie na balkonie albo przymierzał buty w sklepie obuwniczym. Czuję wielki żal, bo w tak niewielkim stopniu skorzystał z życia, ze świata. Że Jego życie ograniczyło się do ciężkiej pracy, bez urlopu, bez wyjazdów, bez oglądania tego, co mogło Go zachwycić. Przeszedł przez życie po cichutku i pokornie.
Teraz płacz pojawia się w chwilach, w których wspominam Tatę: jak bawił się z małym Kubusiem, podlewał te swoje pelargonie na balkonie albo przymierzał buty w sklepie obuwniczym. Czuję wielki żal, bo w tak niewielkim stopniu skorzystał z życia, ze świata. Że Jego życie ograniczyło się do ciężkiej pracy, bez urlopu, bez wyjazdów, bez oglądania tego, co mogło Go zachwycić. Przeszedł przez życie po cichutku i pokornie.
Tajniki lepienia pierogów idą z babci na mamę, z mamy na córkę, itd. Teraz Twoja kolej na hodowanie pelargonii... Jeśli oczywiście chcesz. Bo może wolisz wyjechać i oglądać to, co zachwyca. Ale zachwycić nie musi piąty cud świata, tylko herbatka z mamą, z kubków Cremona i Bordowego :) w nowym albo w starym mieszkaniu...
OdpowiedzUsuń