Lubię takie momenty, gdy ktoś, coś nieoczekiwanie, przypadkiem... A jednak jakby na zamówienie :)
Oglądałam wczoraj zdjęcia z Kozielca, w którym będziemy kiedyś mieszkać z R. Patrząc na fotografie, przedstawiające Kozielec wczesną jesienią, pomyślałam sobie, jak cudnie musi tam pachnieć powietrze - właśnie to jesienne, rześkie, w którym wieczorem unosi się zapach dymu, gdy za oknem cichutko i spokojnie :)
Zerknęłam sobie z ciekawości, o czym pisałam rok temu - 26 sierpnia. "A teraz jest inaczej - po prostu cieszę się, że powietrze zaczyna
pachnieć inaczej, a świat tak naturalnie i pięknie wchodzi w kolejną
porę rok". A pod spodem komentarz Stifki - właśnie o tym powietrzu: "Jeszcze czekam na zapach dymu z kominów rozgrzewanych na noc :-)".
Wieczorem, gdy na wariackich papierach pisałam spóźnioną depeszę, zadzwonił telefon. To była Stifka :) A wcześniej rozmawiałyśmy chyba w marcu, na Gosi urodzinach.
Zadzwoniła wczoraj :) I przemyciła mi swoje jesienne myśli, podobne zresztą do moich :)
Małe cuda, na które czekam z biciem serca, za które odczuwam olbrzymią wdzięczność dla ludzi i świata!
PS. Dziś środa - 27 sierpnia :) Blog oszalał i pokazuje błędną datę.
Marto, to już nie pierwszy raz odnajdowałyśmy się myślami. Pozdrawiam cieplutko :-) Pamiętaj o spotkaniu we wrześniu - by nam nie uciekło :-)
OdpowiedzUsuń