Ulicą Przyrzecze pobiegł Dziadziuś mój kochany na Stary Rynek, by zobaczyć wspomniane kilka postów wcześniej odbicie dłoni księdza po Krwawej Niedzieli. I znowu, jak dziś podkreślił, bał się wtedy bardzo, ale ciekawość zwyciężyła.
Był też, jako chłopczyk, jeden jedyny raz w nieistniejącym dziś Teatrze Miejskim - przepięknym, okazałym obiekcie zniszczonym podczas wojny, ulokowanym w miejscu obecnego placu Teatralnego. Dziadziuś powiedział, że "wypłakał" pieniądze na ten spektakl (rzecz jasna - dla najmłodszych widzów) u swojej mamy a mojej prababci Elżbiety, bo wszystkie dzieci szły i on też bardzo chciał. Nie pamiętał tytułu przedstawienia, natomiast powiedział, że oglądał spektakl z balkonu, bo we wnętrzu teatru "były same balkony i scena".
Przy okazji dowiedziałam się, że nieopodal gmachu teatru znajdowała się zajezdnia tramwajowa, która gromadziła zaledwie trzy linie, ponieważ w latach 40. po Bydgoszczy jeździły tylko "Jedynka", "Dwójka" i "Trójka". Pod koniec dnia, a w zasadzie późnym wieczorem, około godziny 23, zwoływano gwizdem tramwaje do zajezdni.
Zapytałam Dziadziusia, czy pamięta pierzeję zachodnią na Starym Rynku. Wiadomo było, że pamięta, bo przecież bywał w tym miejscu, ale nie mogłam oprzeć się pokusie poznania kolejnych wspomnień, zwłaszcza tych, które dotyczą obiektów już nieistniejących. Na pytanie o pierzeję, Dziadziuś się uśmiechnął, a wręcz odniosłam wrażenie - lekko zawstydził. "Siedziałem na schodach tej pierzei (chyba nie sam - mój przypis). Bo ja ciągnąłem po rynku wózek (i tu padło imię i nazwisko dziewczyny - właścicielki wózka) ze świętojankami". Chodziło o drobny zarobek w zamian za tę przysługę :) Tymczasem właścicielka wózka, jak zrozumiałam, sprzedawała potem na rynku świętojanki, czyli porzeczki.
Boże drogi, jaki to musiał być świat, jakie życie, jak bardzo odmienne od dzisiejszego. Dziadziuś mój przeżył to wszystko, był tam, żył w tamtej Bydgoszczy. Muszę to sobie napisać, bo wizualizacja Jego opowieści bywa dla mnie tak bardzo odrealniona.
Pierzeja zachodnia
Teatr Miejski


Czekałam z utęsknieniem na kolejny post :-) Jak cudnie przeczytać coś tak wzruszającego, pięknego i historycznie pouczającego.
OdpowiedzUsuń:*
Usuń