sobota, 23 listopada 2013

...

Witaj Tato. Okazuje się, że jednak nie zdołam zrealizować swojego marzenia - postanowienia. Chodziło o to, abym do końca roku nauczyła się pływać. Ale nie da rady. Bardzo, bardzo żałuję. Owszem, chodziliśmy latem na basen i powolutku zaczęłam utrzymywać się na wodzie. Może gdybyśmy chodzili regularnie... Nie wiem. Bo prawda jest taka, Tatuś, że każde wyjście na basen wiązało się w moim przypadku z pokonaniem wstydu. Wiesz, pływają maluszki, dzieci, osoby starsze i nagle ja - trzydziestoletnia kobieta panikująca w każdej chwili, gdy trzeba było położyć się na wodzie bez deski. Strach był duży, toteż i utrzymanie bez żadnej asekuracji nie przychodziło łatwo. Rozmawiałam wczoraj z Anią i doszłam do wniosku, że chyba jedyną szansą na to, abym nauczyła się pływać są lekcje pływania, najlepiej w mojej grupie wiekowej i najlepiej z równie wystraszonymi ludźmi, co ja.
Pewne jest natomiast to, że gdybym kiedykolwiek została mamą, nie zaniedbam tematu nauki pływania maluszka. Bo, nie gniewaj się Tatuś, ale to trochę Wasza (Mamy i Twoja) wina, że przegapiliście tę sprawę.

1 komentarz:

  1. Moi rodzice, gdy byłam nastolatką mieli do wybory wysłać mnie na lekcje tańca lub na naukę pływania. Cieszę się, że wybrali pływanie. Jednak Marto Kochana musisz wiedzieć jedno: nigdy, totalnie nigdy nie jest za późno, by zacząć sunąć w wodzie jak rybka. Powinnaś wchodzić na basen z podniesioną głową i być dumna, że oto Ty będziesz pływać i pewnego dnia przemierzysz cały basen nie brodząc po kafelkach ;-) Ja chciałam do "trzydziestki" nauczyć się dodatkowego języka...i to jest porażka, bo nie starczyło mi cierpliwości. Dlatego, głowa do góry. I jak tylko Helenka przyjdzie na świat i będę ją mogła zostawić na godzinkę to zapraszam na basen :-) Razem popływamy sobie z deseczką, a co :-)

    OdpowiedzUsuń