Witaj Tato. Okazuje się, że jednak nie zdołam zrealizować swojego marzenia - postanowienia. Chodziło o to, abym do końca roku nauczyła się pływać. Ale nie da rady. Bardzo, bardzo żałuję. Owszem, chodziliśmy latem na basen i powolutku zaczęłam utrzymywać się na wodzie. Może gdybyśmy chodzili regularnie... Nie wiem. Bo prawda jest taka, Tatuś, że każde wyjście na basen wiązało się w moim przypadku z pokonaniem wstydu. Wiesz, pływają maluszki, dzieci, osoby starsze i nagle ja - trzydziestoletnia kobieta panikująca w każdej chwili, gdy trzeba było położyć się na wodzie bez deski. Strach był duży, toteż i utrzymanie bez żadnej asekuracji nie przychodziło łatwo. Rozmawiałam wczoraj z Anią i doszłam do wniosku, że chyba jedyną szansą na to, abym nauczyła się pływać są lekcje pływania, najlepiej w mojej grupie wiekowej i najlepiej z równie wystraszonymi ludźmi, co ja.
Pewne jest natomiast to, że gdybym kiedykolwiek została mamą, nie zaniedbam tematu nauki pływania maluszka. Bo, nie gniewaj się Tatuś, ale to trochę Wasza (Mamy i Twoja) wina, że przegapiliście tę sprawę.
Moi rodzice, gdy byłam nastolatką mieli do wybory wysłać mnie na lekcje tańca lub na naukę pływania. Cieszę się, że wybrali pływanie. Jednak Marto Kochana musisz wiedzieć jedno: nigdy, totalnie nigdy nie jest za późno, by zacząć sunąć w wodzie jak rybka. Powinnaś wchodzić na basen z podniesioną głową i być dumna, że oto Ty będziesz pływać i pewnego dnia przemierzysz cały basen nie brodząc po kafelkach ;-) Ja chciałam do "trzydziestki" nauczyć się dodatkowego języka...i to jest porażka, bo nie starczyło mi cierpliwości. Dlatego, głowa do góry. I jak tylko Helenka przyjdzie na świat i będę ją mogła zostawić na godzinkę to zapraszam na basen :-) Razem popływamy sobie z deseczką, a co :-)
OdpowiedzUsuń