wtorek, 17 marca 2015

...

Zastanawiałam się nad wpisaniem tego postu na FB, aby dotarł do szerszego grona kobiet, ale ostatecznie wybieram blog - przynajmniej na razie.
A to dlatego, że temat jest dla mnie wstydliwy. Choć doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że to nie ja powinnam się wstydzić, wręcz związać sobie ręce, a najlepiej - wykastrować się!!!

Stało się pod koniec ubiegłego roku. Wracałam autobusem od pani P. Miałam na sobie spódnicę, kozaki - takie za kostkę, zimową kurtkę i ... torebkę, w zasadzie torbę - dosyć dużą, bo z reguły noszę przy sobie mnóstwo różnych papierów, dokumentów, dyktafon, kalendarz, notes z numerami telefonów i na tym nie koniec. Siadłam tyłem do kierunku jazdy, przy oknie. Torbę jak zwykłe położyłam na nogach - w taki sposób, że przykryła górną część spódnicy. Dolna wystawała spod torebki, zakrywając nogi do kolan.

Na przystanku przy skrzyżowaniu Sułkowskiego z Chodkiewicza do autobusu wsiadł - i tu już nie mogę się dyplomatycznie hamować - stary dziad, chuj jeden obleśny, który usiadł obok mnie. Jego spojrzenie od razu dało mi do myślenia, ale ostatecznie stwierdziłam, że nie - nie będę pochopnie oceniać ludzi. Już raz, też w autobusie, to zrobiłam i potem mi się oberwało. Staruch zajął miejsce. Natychmiast poczułam, że coś jest nie tak, że całe moje ciało staje się potwornie napięte a myśli krążą wokół tego, co siedzi w bani tego zboczeńca (nie wiedziałam jeszcze, że jest zboczeńcem). Krótko mówiąc - ciało mnie ostrzegało, ale zbagatelizowałam temat, uparcie obstając przy nadziei, że kurwa niemożliwe, aby stary rupieć mógł zrobić coś złego.

Zrobił. W pewnym momencie, niestety dopiero po jakiś siedmiu - ośmiu minutach, odsunęłam torebkę i wtedy zobaczyłam, że ten skurwiel trzyma rękę na mojej lewej nodze. Oczywiście od razu ją cofnął, spojrzałam na niego, był cały spocony. Nie powiedziałam ani słowa. NIE POWIEDZIAŁAM ANI SŁOWA. Po prostu mnie sparaliżowało. Stojący naprzeciw dwaj mężczyźni na pewno to widzieli - nie zareagowali. Zresztą - to mnie akurat nie dziwi.

Zboczeniec posiedział jeszcze chwilę, po czym wstał i poszedł sobie bliżej przodu autobusu. Przejechał tak kilka przystanków a następnie wysiadł na wysokości Auchan. A ja ... No cóż. Pamiętam tylko, że chciałam krzyczeć, ale nie mogłam, że chciałam płakać, ale nie mogłam, że cokolwiek wtedy chciałam - nie mogłam. Nie umiałam nawet zadzwonić do R.

Dopiero, gdy wróciłam do domu, popłakałam się. I to straszne - ale w pierwszej świadomej chwili, gdy już się uspokoiłam, pomyślałam: "Jak mogłam nie poczuć tej obleśnej ręki starego skurwiela na swojej nodze...". Nie poczułam jej. Mało tego - miałam do siebie o to pretensje.

Nigdy nie lubiłam jeździć autobusami. Teraz nienawidzę. Gdy tylko siada obok mnie jakiś facet, spinam się i kątem oka uważnie go obserwuję. Generalnie jest tak, że każdy facet, który siada obok mnie, jest dla mnie potencjalnym zboczeńcem. Oczywiście tak samo gdy stoję, a obok stoi mężczyzna.

Jeśli spotkam tego starego obleśnego gnoja, i daj boże - będę akurat z kimś - rzucę najgłośniej, jak się da, że jest zboczeńcem i żeby na niego uważać. Ale najchętniej - przykro mi - najchętniej ... No zatłukłabym skurwiela.

I skoro czuję się tak, a nie inaczej, wstydzę się o tym pisać, mówić, boję się facetów w autobusie, boję się założyć spódnicę, to kurwa coś jest nie tak! Po prostu nie wyobrażam sobie, jak strasznie muszą się czuć kobiety, które zostały zgwałcone, jeśli ja wskutek dotyku zboczonego starucha mam w sobie tyle żalu, nienawiści, pytań, strachu...


1 komentarz:

  1. Totalna masakra...obrzydliwy dziad!!! Moje ostatnie z okrutnych doświadczeń autobusowych też miało miejsce w 69. Pijany i obsrany jegomość usiadł obok dzieci i zaczął krzyczeć, ze ich matka jest oszustką, bo przecież on ją dobrze zna. Oszustka i cwaniaczka. Było mi tak żal tej kobietki i dzieciaków - na szczęście zaczęli interweniować ludzie zmuszając dziada do wyjścia z autobusu.

    OdpowiedzUsuń