czwartek, 26 lutego 2015

...

Lubię ruch. To przeszło w genach. Mama najpierw od małego w polu, potem do szkoły po kilkanaście kilometrów pieszo dziennie. Tata grał w piłkę, chyba nawet w Zawiszy. Nie wiem, nie zdążyłam zapytać. A jeśli kiedyś mówił, to nie pamiętam. Pamiętam za to, jak co tydzień, co niedzielę, jeździliśmy rowerami do Myślęcinka. Kawał drogi a ja byłam wtedy niedużą dziewczynką, mogłam mieć z 12-13 lat. Na miejscu robiliśmy przerwę w takiej jadłodajni przypominającej kształtem katowicki spodek, tylko oczywiście mniejszy. Tata kupował sobie "Kujawiaka" a mi zapiekankę. I potem wracaliśmy. Tato swoim mustangiem a ja jubilatem bez przerzutek.

2 komentarze: