Dziadziuś ma doskonałą pamięć, bez trudu przywołuje daty (dzienne!), pamięta naprawdę bardzo dużo. To zdumiewające! Opowiada o wszystkim z rozbrajającą naturalnością, nie koloryzuje wspomnień, po prostu mówi, jak było, kiedy było, gdzie i co czuł. Na przykład, gdy pewnego upalnego lata ubrany w czarną pelerynę i czarny kaptur, trzymając pod pachą te swoje obrazy przechodził przez Stary Rynek Rupniewski, Dziadziuś mój odwrócił wzrok, wstydząc się, że malarz go rozpozna i zagai. Bo to przecież obciach rozmawiać z takim dziwolągiem :) Dodam - z Rupniewskim znał się z biblioteki (obecnie jest to biblioteka wojewódzka na Starym Rynku), gdzie obaj pracowali. Dziadek mój jako introligator, a Rupniewski dorabiał, robiąc witraże i oczywiście malując.
czwartek, 20 sierpnia 2015
...
W wielką radość i jeszcze większe wzruszenie wpędza mnie myśl, że mogę jeździć do mojego Dziadka kiedy tylko zechcę. To taki ukłon ze strony losu, na który nie ośmielałam się liczyć, ani tym bardziej - czekać. Nie pomyślałabym rok, dwa lata temu, że będę z Dziadkiem oglądać jego świadectwo czeladnicze wystawione 28 grudnia 1949 roku, czy książeczkę wojskową, z której dowiem się, że Jego ojciec, a mój pradziadek miał na imię Szczepan. Z każdej wizyty wynoszę coś nowego, odkrywam nowy fragment życia Dziadka, a tym samym - nie przesadzę, pisząc - buduję też swoją historię. W zasadzie nie potrafię do końca nazwać tego, co dają mi wizyty u Dziadka. Na pewno poczucie przynależności, takiego ugruntowania, hm, uziemienia. Dotychczas kwestie związane z rodziną kojarzyły mi się z niebytem, oderwaniem, teraz mam Dziadka, wiem, że moja historia ma jakiś początek, że jest bogactwo wspomnień.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pięknie piszesz - razem z Dziadkiem otwieracie bramy do dawnej Bydgoszczy. Cudne to...Czekam na więcej! Twój Dziadek znał Rupniewskiego, a moja Babcia znała żonę Wyczółkowskiego. Szkoda tylko, że nie udało mi się za dużo od Babci wyciągnąć, jak jeszcze był czas...
OdpowiedzUsuń