piątek, 31 lipca 2015
...
Drugie spotkanie z moim Dziadkiem - Zbigniewem Pieszczyńskim. Wracając do domu, włączam dyktafon i nagrywam wszystko, prowadząc samochód. Tyle cudnych historii, pięknych wspomnień, wzruszających, zabawnych, nie chcę, by cokolwiek umknęło. Dziadziuś opowiada o wszystkim z rozbrajającą prostotą, jakby fakt, że żyje już 84 lata był czymś zwykłym, oczywistym. Dla niego nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że mając osiem lat, pobiegł ze Wzgórza Dąbrowskiego na Stary Rynek we wrześniu 39 roku, tuż po Krwawej Niedzieli Bydgoskiej. Chciał znaleźć odbicie ręki księdza, które widziano na jednej ze ścian nieistniejącej już pierzei. Dziadziuś powiedział, że miasto było puściuteńkie i głuche, nie widział żywej duszy. Bydgoszcz w okolicach Starego Rynku, które na co dzień tętniły życiem, w tych dniach, czyli na początku września - zamarła. Zapytałam Dziadka, czy się nie bał, ale odparł, że nie - po prostu był ciekawy i dlatego bez wiedzy swojej mamy, a mojej prababci, pobiegł na rynek. Nie znalazł odbicia ręki. Gdy powiedział o tym mamie (jego wyprawa wyszła na jaw), dostał po uszach :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
wow...piękna historia...no i "ręka" stała się mitem...bardzo dobry pomysł nagrywania dziadka na dyktafonie...żałuję, że ja nie nagrałam opowieści mojej babci :-(
OdpowiedzUsuń