sobota, 16 czerwca 2012

...

Byłyśmy wczoraj z Anką w operze na "Rusałce". I wiesz, najbardziej zachwyciły mnie momenty, w których na scenie pojawiały się baletnice. Byłam oczarowana! I w tych chwilach euforii na widok ich tańca, myślałam sobie Tato o moim niespełnionym marzeniu baletowym. Nie czułam zazdrości ani smutku. Raczej taki łagodny żal do czasu, który mijał za szybko właśnie wtedy, kiedy akurat mógł się zatrzymać. Ale z drugiej strony - to chyba dobry znak Tato. Bo bardzo delikatnie i bezboleśnie dotarło do mnie przekonanie, że mój balet zakończył się już dawno temu. I że teraz pozostało mi jedynie jego oglądanie.

Nigdy nie mówiłam Ci o swoich marzeniach. O tym baletowym powiedziałam kiedyś Agacie. W ubiegłym roku zrobiła mi przepiękną sesję zdjęciową w "Pianoli". Przepiękną nie tylko ze względu na fotografie. Dla mnie ta sesja miała bardzo osobisty wymiar.

1 komentarz: