wtorek, 1 stycznia 2013

...

Wchodzę w ten rok z nadzieją, że dzięki ciężkiej pracy (na którą jestem już gotowa) nauczę się żyć w taki sposób, abym mogła być z siebie zadowolona. Bardzo bym tego chciała - budzić się, zasypiać, spacerować z przeświadczeniem, że to, co robię, mówię, że moje zachowanie jest w pełni dobre dla mnie, ponieważ w żaden sposób mnie nie krzywdzi. Będzie tak, gdy nauczę się komunikować z ludźmi, szczególnie z najbliższego otoczenia. Albo chociaż z bliskiego otoczenia. Chciałabym bez obaw mówić ludziom o tym, że czasami coś mi jednak nie odpowiada, że z czymś czuję się źle, coś mi przeszkadza. To kwestia uczciwości wobec drugiego człowieka. A ja tę kwestię często pomijam. I fatalnie, fatalnie się z tym czuję.
Jakiś czas temu kierownik dał mi notes, w którym, w ramach dedykacji, napisał: "Marto, pamiętaj słowa pierwszego zdobywcy nagrody Pulitzera, Herberta Swope'a: Nie potrafię podać niezawodnego przepisu na sukces, ale mogę podać przepis na porażkę: staraj się zawsze wszystkich zadowolić".


Przepis na porażkę chcę wyrzucić do kosza.

1 komentarz:

  1. Uważam, że bardzo destrukcyjne dla samego siebie jest to, gdy robi się coś wbrew sobie. Przykre jest tylko to, że czasami ludzie nie potrafią uszanować naszych wyborów, zdań, uczuć. Marto trzymam kciuki - a przepis na porażkę niech zostanie w koszu:-) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń