Wchodzę w ten rok z nadzieją, że dzięki ciężkiej pracy (na którą jestem już gotowa) nauczę się żyć w taki sposób, abym mogła być z siebie zadowolona. Bardzo bym tego chciała - budzić się, zasypiać, spacerować z przeświadczeniem, że to, co robię, mówię, że moje zachowanie jest w pełni dobre dla mnie, ponieważ w żaden sposób mnie nie krzywdzi. Będzie tak, gdy nauczę się komunikować z ludźmi, szczególnie z najbliższego otoczenia. Albo chociaż z bliskiego otoczenia. Chciałabym bez obaw mówić ludziom o tym, że czasami coś mi jednak nie odpowiada, że z czymś czuję się źle, coś mi przeszkadza. To kwestia uczciwości wobec drugiego człowieka. A ja tę kwestię często pomijam. I fatalnie,
fatalnie się z tym czuję.
Jakiś czas temu kierownik dał mi notes, w którym, w ramach dedykacji, napisał: "Marto, pamiętaj słowa pierwszego zdobywcy nagrody Pulitzera, Herberta Swope'a: Nie potrafię podać niezawodnego przepisu na sukces, ale mogę podać przepis na porażkę: staraj się zawsze wszystkich zadowolić".
Przepis na porażkę chcę wyrzucić do kosza.
Uważam, że bardzo destrukcyjne dla samego siebie jest to, gdy robi się coś wbrew sobie. Przykre jest tylko to, że czasami ludzie nie potrafią uszanować naszych wyborów, zdań, uczuć. Marto trzymam kciuki - a przepis na porażkę niech zostanie w koszu:-) Powodzenia!
OdpowiedzUsuń