W ostatnim czasie emocje związane z odejściem Taty złagodniały. Zachwyciła mnie wiosna, kolory, zapach kwitnącego bzu, cieplutki wiatr... Bo to wszystko jest tak odmienne od zimy, grudnia i bardzo długich wieczorów. Doświadczam życia, w którym nareszcie pojawiło się słońce. A śmierć Taty i cała otoczka związana z pierwszymi miesiącami bez Niego kojarzą mi się z ciemnością lub ewentualnie szarością, którą próbowałam zabić sztucznym światłem lamp.
A teraz siadam na parapecie i ładuję się słońcem. Włączam muzykę, zapalam papierosa i czuję, jak wyjątkowy spokój łagodzi obrazy z grudnia. Chyba że podczas zakupów w Fordonie przypadkiem zauważam policjanta, który znalazł Ojca w piwnicy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz