wtorek, 21 sierpnia 2012

...

Zapomniałam Ci napisać o bardzo, baaardzo ważnym wydarzeniu. W niedzielę byłam u Marty. Bączek rośnie, przybiera na wadze. Waży już prawie cztery kilo!!! :) Ale do czego zmierzam - 19 lipca po raz pierwszy się z nim spotkałam. Wtedy jeszcze w szpitalu. A dokładnie miesiąc później, czyli właśnie w tę niedzielę, pierwszy raz w życiu trzymałam go na rękach :) Oczywiście pełna obaw, bo to takie maleńkie kochane jest, że ... Uhh... Przez chwilkę był u mnie :) Sprawa niesamowita, Tato. I wzruszająca bardzo. Po pierwsze - bo to życie przed chwilą było jeszcze w drugim życiu. I wiedzieliśmy, że jest, że serduszko bije, że nóżki kopią itd. Ale chyba najbardziej to życie odczuwała Marta. A teraz... Teraz Igorek jest z nami. Choć i to nie docierało do mnie tak na sto procent. Zresztą wielokrotnie powtarzałam Marcie, że patrząc na nią i Bączka, nie wierzę... No nie wierzę :) I dwa dni temu ta Kruszynka trafiła w moje ramiona :) Jejku, co on wtedy czuł? Ciekawe, czy słyszał wszystko to, o czym rozmawiałyśmy, gdy był jeszcze pod Marci sercem. A jeśli słyszał, to ciekawe, co pomyślał, gdy już tak sobie leżał w moich rękach :) Ciekawe, czy skojarzył :)
W ogóle tych wzruszających chwil jest teraz mnóstwo, Tatuś. Patrzę na swoją przyjaciółkę, która jest mamą. A z którą przecież jeszcze rok temu wygłupiałyśmy się, chodziłyśmy na jogę, czyli tak naprawdę na piwa do PRL-u albo Amsterdamu, z którą studiowałam, imprezowałam, broniłam pracę magisterską, odbierałam dyplom. Która układała mnie do snu w dniu Twojego odejścia i nie odstępowała na krok w dniu mojego pożegnania z Tobą.
Patrzę z prawdziwym zachwytem, jak moja przyjaciółka odnajduje się w najważniejszej życiowej roli. Obserwuję jej macierzyństwo, przyglądam się radościom, troskom, odkryciom. Widzę kogoś nowego i zarazem doskonale mi znanego. To cudowne, Tato.

2 komentarze:

  1. eh... kochana - chciałam ci tu coś napisać i nie znajduję słów...
    bo ty taka uczuciowa jesteś cholero!

    OdpowiedzUsuń