środa, 29 sierpnia 2012

...

Taki dzień, Tatuś, których równie dobrze mogłoby nie być. Chyba. Bo z drugiej strony - tak sobie myślę, że to jednak kolejne doświadczenie. Prawdopodobnie nie do zapomnienia. Przecież pewne rzeczy musiały się kiedyś wydarzyć. I teraz najważniejsze to mocno wierzyć, powtarzać sobie, że każdy zasługuje na szczęście.  To oczywiście bardzo łatwo przychodzi w teorii. W praktyce trudno uniknąć pytania: "A kiedy w końcu ja?" albo "A dlaczego nie ja?". Na szczęście od nieprzyjemnych wydarzeń minęło już trochę czasu, więc być może przekonanie, szczere przekonanie o prawie do szczęścia, nadejdzie szybciej niż się spodziewam. Bo spodziewam się. I fajnie, gdyby dotarło dzięki własnym staraniom, bez udziału osób trzecich (nie mam na myśli przyjaciół). Poczułabym się wtedy ... oczyszczona i zadowolona z siebie. Byłby to niewątpliwie piękny, dobry dla mnie krok.

2 komentarze:

  1. kochana nie wątp, a wierz
    ja wierzę :D:D:D
    a ja mam moc... sprawczą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja to właśnie wiem :) Już miałam wczoraj pisać do Ciebie w tej sprawie - żebyś tam troszkę wizualizować pewne sprawy zaczęła moja Kochana :)

      Usuń