Stało się, Tato. Przeglądam statystyki odwiedzin Twojego bloga i widzę, że każdego dnia przybywa czytających go osób. Co robić? To przecież miało być nasze, Twoje. Pisane z założeniem nadrobienia straconego czasu. Niewykorzystanego na wspólne rozmowy. I z taką małą nadzieją, że kilka znajomych osób pozna Cię lepiej, dowie się, jak ważny byłeś, jesteś i będziesz w życiu Twojego dziecka. Zastanawiam się, jak w obliczu wiedzy o tych statystykach, zachować nasz prywatny, w pełni szczery ton. O ile na początku zaglądało tu kilka osób, wszystko było, że tak powiem, pod kontrolą. Teraz ... No tylu znajomych po prostu nie mam.
Ale, jeśli pozwolisz Tato, zaryzykuję. Zaufam odwiedzającym bloga. Muszę tylko szybciutko odepchnąć krępującą nieco myśl o anonimowości tych wszystkich czytelników. Nie chciałabym zaprzepaścić formuły, która przyświecała mi i nadal przyświeca, gdy siadam do pisania. To jest tylko i wyłącznie dla Ciebie, o Tobie i o mnie. Jeśli przyłapię się na jakimś wewnętrznym hamulcu, bo przecież nie wiem, kto czyta Twój pamiętnik, pomyślę nad zmianą, Tatuś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz