Obejrzałam przed chwilą odcinek House'a, w którym Wilson w końcu decyduje się wziąć do ręki kubek swojej zmarłej dziewczyny i myje go. Bo stał w kuchni nietknięty od czasu jej śmierci. Ja wiem, że to tylko film, zwykły serial, ale tak bardzo wzruszyła mnie ta scena. Bo mam podobnie. Boję się zajrzeć do szafy z ubraniami Taty, boję się się zajrzeć do kredensu, bo być może znajdę Jego kubek (jeden z dwóch). Noszę w torebce paragon, który ciocia znalazła przypadkiem w Taty rzeczach. To jest paragon z sierpnia ubiegłego roku. Tata robił wtedy zakupy w Polo. Boję się spojrzeć na ten świstek papieru. Boję się odwiedzić Jego rodziców, moich dziadków, dla których (zwłaszcza dla dziadka) jestem teraz zapewne wyjątkowa z uwagi na podobieństwo do Taty.
Łatwiej mi utrzymywać tę więź duchową, taką specyficzną relację z Tatą. Ale - no właśnie, nie da się odciąć od rzeczywistości. Dlatego być może - utknęłam. Zapewne świadczy też o tym fakt, że nie byłam tak dawno na Jego grobie. Ale ja się boję. Bardzo rozważnie dawkuję sobie tę rzeczywistość. Tylko już nawet pisząc to, zaczynam się zastanawiać - jaką rzeczywistość? Cały czas zamykam oczy, oglądając niektóre zdjęcia. Odważyłam się jedynie spojrzeć na to piwniczne okno. I przechodzić obok piwnicy.
Nie wiem, co powinnam, jak powinnam, kiedy powinnam. I czy w ogóle powinnam cokolwiek. Ale czuję, że kontakt z tym światem przedmiotów, to dla mnie jakiś etap, z którym w końcu trzeba będzie się zmierzyć. I pójść dalej. No właśnie, bo być może te pamiątki po Tacie zajmą kiedyś honorowe miejsce w moim domu, wśród ukochanych osób. Chciałabym tego. Bardzo.
Z House'a: Jeśli utknęliśmy, to jedyne złe co możemy zrobić, to nie robić nic.
OdpowiedzUsuń