Pamiętam, że jak pochorowałam się w zeszłym roku... a nie, to było dwa lata temu - przyjechał do mnie Tata. Przywiózł leki, jedzenie, posiedział ze mną trochę. A wcześniej zadzwonił, żeby zapytać, co mi przywieźć. Także Tata był na Podolskiej. Wtedy mieszkałam jeszcze pod nr 14. Ale tu też był. Tu to znaczy piętro wyżej. Tylko raz był - w sierpniu chyba.
A dwa lata temu w kwietniu. Między innymi w kwietniu. Zapamiętałam tę wizytę, bo posiedział wtedy dłużej. Na początku byliśmy sami. Potem przyjechał też Kuba. To był chyba pierwszy raz, kiedy Tato odwiedził mnie w wynajmowanym przeze mnie mieszkaniu. Ciekawe, co wtedy czuł. No w każdym razie sporo wtedy opowiadał. Pierwszy raz w życiu tak gadaliśmy - nie o doczesnych pierdołach, tylko właśnie o przeszłości mojego Taty. Ale ja z tej rozmowy niewiele pamiętam. Nie wiem dokładnie, jakie wspomnienia przywoływał. Wydaje mi się, że to było coś o jego pracy jeszcze na kolei. W pamięć zapadło mi natomiast to, co stwierdził na sam koniec - że ma jeszcze wiele do opowiedzenia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz